Obejrzałem nietypowy thriller z preriową Ameryką w tle. A będąc dokładniejszym: Ameryką gdzieś z okolic granicznych z Meksykiem. Samotne szosy, skaliste tereny, Latynosi, szeryfowie. Dziki Zachód w szatkach uwspółcześnionych. Dlaczego film jest nietypowy? Bo łączy gatunek sensacyjny z dreszczowcem i alegorią/przypowieścią. Prawdę mówiąc najbardziej cenię w nim sobie tę pierwszą i drugą cząstkę, a na szerszy kontekst pozostaję nieczuły, być może z powodu nikłej znajomości literatury amerykańskiej. Ponoć bracia Joel i Ethan Coenowie, autorzy dzieła pt. "To nie jest kraj dla starych ludzi" czerpali pełnymi garściami z rodzimej kultury i tradycji.
Akcja filmu bazuje na nie tak znowu nowatorskim pomyśle. Otóż jeden z bohaterów, Llewelyn Moss (Josh Brolin), znajduje na pustyni kilka trupów, pozostawione samochody, heroinę i dużo kasy. Zbyt wiele, by inni mieli o niej zapomnieć. I rzeczywiście tropem Llewelyna rusza płatny zabójca Anton Chigurh, człowiek wyjątkowo konsekwentny w tym, co robi, zimny i bezlitosny. Od razu wypada nadmienić, że kreacja Javiera Bardema to jeden z najjaśniejszych punktów filmu braci Coen. Nie bez kozery aktor ten dostał za swoją rolę Oscara. Niewiele mówi i daleki jest od bardziej ekspresywnych form wyrażania tego, co myśli i czuje. O ile cokolwiek czuje. A jednak ten nieprawdopodobny minimalizm decyduje o tym, że jest to postać zapadająca w pamięć. No, powiedzmy, że swoje robi też wyjątkowo niemodna fryzura. Plakat, który umieściłem powyżej, jest dość dobrym objaśnieniem pozycji, na jakich usytuowani są bohaterowie tego dzieła. Anton Chigurh łączy się poniekąd z planem metafizycznym; nież żebym miał go nazywać sumieniem czy czymś podobnym, a jednak nie wpisuje się w plan materialny, tj. w sieć niskich uczuć, namiętności, chciwości. A te kwestie są decydujące w przypadku innych bohaterów, w tym także Mossa. Chigurh to bezlitosny anioł śmierci. Jest jeszcze szeryf Ed Tom Bell (Tommy Lee Jones), ucieleśniający prawo, prawo, które nie jest w stanie zapobiec konfrontacji ludzkich żądz z wymiarem metafizycznym. Prawo jest ułomne i nie nadąża, jest poza tym, co rzeczywiście łączy się z życiem i losem człowieka.
I to powyższe, to wszystko, co sam jest zdolny wycisnąć z tego filmu, jeśli chodzi o tzw. drugie dno, treść, esencję, czy jak byśmy to zwali. Ale nawet i bez tego, a pomijając być może rozczarowujący dla wielu finał, jest to dzieło bardzo dobre, trzymające w napięciu (naprawdę!) i dobrze zagrane, by nie powiedzieć bardzo dobrze (w przypadku wspomnianego Bardema). Film godny polecenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz