czwartek, 6 czerwca 2013

"Dzieciaki" (1995)



Ostatnio było głośno o Harmony Korine. Nakręcił wideoklipowe dziełko pod tytułem "Spring Breakers", w którym sportretował pustotę i konsumpcjonizm amerykańskiej złotej młodzieży. Jak to bywa zwykle w takich satyrycznych filmach, które kontestują jakieś zjawisko robiąc z niego karykaturę, karykatura okazuje się dla dziatwy wystarczająco atrakcyjna, by żadnej kontestacji tam nie zobaczyć. "Dzieciaki", wyreżyserowane przez Larry'ego Clarka (Korine napisał scenariusz) też niosą tę dwuznaczność. Dojrzalszy odbiorca zobaczy w dziełku tym obrzydliwość, naiwność, odpychającą infantylność i pustotę. Linia dydaktyczna jest bardzo wyraźna, chociaż na upartego można by złośliwie powiedzieć, że ktoś chciał nam wmówić, że kondom rozwiąże wszystkie problemy dorastającej człowieczków. Ale to złośliwości. Inna sprawa, że młode człowieczki na pewno tak nie patrzą na tego typu filmy. Dla nich życie bohaterów tego filmu jest atrakcyjne.

Jakie to życie? No cóż, seks, ćpanie, picie i włóczenie się po mieście. Deskorolka jeszcze. Bo to portret nowojorskiej młodzieży z lat 90, związanej z deskorolkową subkulturą. Nie ma co oczywiście robić z tego głosu pokolenia, chociaż filmy już to mają do siebie, że łatwo o takie sugestie. Ale  oprócz takiej dziatwy sporo pewnie było też różnych normalsów. Na pierwszym planie mamy trójkę bohaterów. Dwóch chłopaczków. Jeden to casanova - mało urodziwy, ale to też może zamierzone, o czym za chwilę - o imieniu Telly (Leo Fitzpatrick). Telly oszukuje dziewczątka, wmawia im miłość, po czym je rozdziewicza. bo gustuje głównie w jakichś dziecięco - nastoletnich dziewicach. Ma obrzydliwy akcent, wykrzywia usta przy mówieniu dla efektu, co w rezultacie daje okrutnie sztuczne wrażenie. Zresztą widać to nawet na wklejonym powyżej plakacie. To stanowi dobry podkład pod całą infantylność tych seksualnych wojaży. No jest w tym coś żenującego. Ta "chłopaczkowatość" Telly'ego tylko mocniej uwypukla przepaść pomiędzy jego pojmowaniem seksualności i relacji z drugą osobą a dojrzałością i uczuciami. Drugi chłopaczek, Casper (Justin Pierce), też lubi pogadać o rżnięciu dziewczątek, ale w filmie więcej go widzimy w towarzystwie używek. Jest jeszcze Jennie (Chloë Sevigny), której dotąd raz się zdarzył stosunek. Właśnie z Tellym. Idzie ze swoją bardziej doświadczoną koleżanką Ruby (w roli tego młodego kurwiszcza wystąpiła Rosario Dawson) do lekarza i tam Ruby dowiaduje się, że analne eksperymenty i kolejni "partnerzy" nie pobłogosławili jej HIV-em. Jennie miała mniej szczęścia - Telly okazał się nosicielem. No i  potem patrzymy sobie, jak dziewczyna szuka Telly'ego coby uratować kolejną niewinną ofiarę z jego rąk, podczas, gdy on skrzętnie pracuje nad kolejną dupcią na tę noc.

Taki portrecik zdemoralizowanej młodzieży. Bardzo odpychający, dydaktyczny podtekst dość widoczny. Trudno tu o jakąś sympatię. Nic w tym atrakcyjnego. W filmie grali naturszczycy, ale przyzwoicie im to wyszło. Z tych aktorów, o ile się nie mylę, tylko Chloë Sevigny bardziej rozwinęła skrzydła. Pamiętam jak robiła laskę Vincentowi Gallo w "Brown Bunny", także można powiedzieć, że konsekwentnie realizowała się w filmowym ekshibicjonizmie. Do zapomnienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz