W kolejną dekadę Bergman wchodził komedią "Oko diabła", aczkolwiek równie dobrze można by powiedzieć, że było to pożegnanie z latami 50. Film, tak jak wcześniejsze komedie, podejmuje temat relacji damsko - męskich, niemniej różni się od nich stylistyką. Zresztą, będąc nad wyraz poprawnym należy stwierdzić, że i pod względem treści nie jest to ani "Lekcja miłości" ani "Uśmiech nocy". W pierwszej z wymienionych komedii Bergman zajął się wieloletnim związkiem, a druga była misternie skonstruowaną intrygą, której celem było dopasowanie bohaterów do siebie. W "Oku diabła" z przymrużeniem tegoż oka (nieszczęsny jęczmień na powiece szatana!) przetestowana zostanie wierność pewnej młodej dziewczyny. Da to asumpt do skromnych rozważań na temat potrzeb kobiet w relacji, a także raz jeszcze przewrotnie udowodni, że Mefisto jest tą "siłą, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni".
W na poły fantastycznie "Oko diabła" wprowadza nas dystyngowany Gunnar Björnstrand, skwapliwie wyjaśniając, ile metrów pod ziemią są kolejne kręgi piekła. Gdzieś tam urzęduje szatan (Stig Järre), któremu, jak zostało to już powiedziane, oko zropiało. Wygląda na to, że władcy piekieł wpadła w to biedne oko Britt - Marie (Bibi Andersson), której cnotliwość jest nie do zniesienia. Szatan radzi się perwersyjnego hrabiego (Georg Funkquist) i zepsutego markiza (Gunnar Sjöberg), co z tym fantem zrobić, aż w końcu sam decyduje się posłać na ziemię potępionego Don Juana (Jarl Kulle). Ten ostatni cierpi nie lada męki w piekle. Otóż może tylko śnić o kolejnych erotycznych przygodach, a każda kolejna niewiasta na jawie okazuje się tylko złudzeniem, ginącym w tym najbardziej decydującym momencie. Znieprawienie Britt - Marie ma skrócić czas potępienia. Don Juan wraz ze swoim nie mniej perwersyjnym sługą, Pablem (Sture Lagerwall) rusza do domu pastora (Nils Poppe), gdzie żyje jego żona Renata (Gertrud Fridh) i córka, czyli wspomniana już cnotliwa panienka.
I można teraz przywołać przytoczony już faustowski cytat, by domyślić się, jakim torem potoczyła się akcja tej komedii. "Oko diabła" nie jest jednak naiwne, nie celuje też w intrygę i dynamikę kolejnych scen, jak chociażby "Uśmiech nocy". W tymi filmie postaci powoli się odkrywają (ze swoimi potrzebami), głównie idzie tu kobiety, co niekoniecznie współgra z planami Don Juana i Pabla. Ach, no i demona (Ragnar Arvedson), który trzyma pieczę nad wszystkim. Film układa się w pary: Don Juan - Britt - Marie, Pablo - Renata i demon - pastor. Zło pomoże uzewnętrznić się postaciom i wypowiedzieć głośno, czego pragną. Dramatyczna strona tego filmu jest zatem dość wyraźna, co znajduje przeciwwagę w akcentach komediowych, inspirowanych głównie przez postaci fantastyczne. Summa Summarum, miłość wychodzi z tego wszystkiego obronną ręką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz