Krótka notka o "Lekcji miłości" - jednej z nielicznych komedii Ingmara Bergmana. Zawczasu zapoznałem się z paroma opiniami o tym filmie, a i sam, mając w świadomości klimat dzieła szwedzkiego reżysera, spodziewałem się czegoś ciężkostrawnego. No i spotkało mnie nie lada zaskoczenie, ba, nawet się uśmiechnąłem od czasu do czasu, co nie jest takie oczywiste podczas oglądania współczesnych komedii.
Bergman znowu wziął na warsztat małżeństwo, ale tym razem z lekkim przymrużeniem oka. Historia stara jak świat. W zgranym i kochającym się dotąd małżeństwie pojawia się nagle ta trzecia osoba. W tym przypadku, to małżonek, dr. David Erneman (Gunnar Björnstrand), ginekolog, wciąga się w romans z piękną pacjentką, Susanne (Yvonne Lombard). Żona, Marianne (Eva Dahlbeck), nie pozostaje mu dłużna i reaktywuje swoją dawną znajomość z Carlem - Adamem (Åke Grönberg). W zasadzie nie będziemy świadkami tych perypetii "na boku". Naszym oczom ukaże się raczej krajobraz po bitwie i finezyjne próby rekonstrukcji rozbitego związku. Komedia to dość frywolna, ale w swojej wymowie wcale nie tak rewolucyjna, jak mogłoby się na pozór wydawać. Bardziej mogło przybić wcześniejsze "Ku radości", w "Lekcji miłości" lekcję dostajemy podobną - z problemami trzeba sobie poradzić, a o miłość powalczyć - a nie rezygnować. Finał filmu jest z jednej strony zachowawczy, a z drugiej Bergman puszcza do widza oczko. Zawsze można wziąć w nawias całą historię, a szczególnie tę optymistyczną końcówkę.
Gunnar Björnstrand powoli staje się jednym z moich ulubionych aktorów. Na pozór jakoś mocno nie gimnastykuje się w czasie gry, nie nadaje swoim postaciom przesadnej ekspresji, a jednak każda kolejna jego kreacja jest niezwykle wyrazista. Nawet w takiej swobodnej komedii! Partnerująca mu Eva Dahlbeck niewiele mu ustępuje - oboje są motorem napędowym "Lekcji miłości" i to oni są źródłem większości humorystycznych scen. Na drugim planie zobaczymy jeszcze, jak zawsze uroczą, Harriet Andersson, i jak bywało dotychczas, w roli nieco neurotycznej i żywiołowej dziewczyny. Znanego z "Wieczoru kuglarzy" Åke Grönberga będziemy mogli obserwować w ekspresyjnej scenie kłótni z Marianne (robi wrażenie!). Z jaką gracją można zagrać w komedii! Bez uciekania się do głupich gagów, bezmyślnych sytuacji, za to z wdziękiem i odrobiną refleksji. Warto było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz