Mały przerywnik od filmów Bergmana, w postaci dokumentu Liz Garbus "Bobby Fischer Against the World". Pomijam obejrzane raz jeszcze kolejne części "Parku Jurajskiego". Przechodząc szybko do sedna sprawy, obawiałem się, czy reżyserka sprosta opowiedzeniu historii tak ekscentrycznego człowieka, jak Bobby Fischer (właśc. Robert James Fischer). Czy będzie to film w tonie współczującym, demaskatorskim, a może łatwo wyzyskującym pseuodiagnozę psychiatryczną? Takie pytania można sobie zadawać, w końcu samo ciśnie się na usta (i pod palce) to jedno "dlaczego?". Dlaczego Bobby Fischer postanowił zniknąć, kiedy był na samym szczycie? I po prostu: "dlaczego taki był?"
Jestem ostrożny w wypowiadaniu słów z przedrostkiem "naj", ale powiadają, że Bobby Fischer był najlepszym szachistą w historii; że był geniuszem na miarę Paula Morphy'ego (nieoficjalny mistrz szachowy z XIX wieku), do którego porównany zostaje w dokumencie także przez wzgląd na psychiczne problemy. W filmie Liz Garbus - bogatym w archiwalne zdjęcia - Roberta poznajemy od młodzieńczych lat. Naszym oczom ukazuje się nieporadny, nieforemny, kościsty chłopak o semickich rysach twarzy (pochodził z żydowskiej rodziny). Nie wydaje się inteligentny, w wywiadach jest myślami jakby gdzie indziej, jakby nie rozumiał tego, co się do niego mówi. Ale to złudzenie, które szybko zostaje zdemaskowane. Bobby ma swój świat, świat szachów i musi dzielić swoje życie, swoje myśli pomiędzy rzeczywistość a grę.
Film opowie nam, jak Fischer zdobywał szachowy olimp. Pierwsza część tej drogi może już zwiastować późniejsze "problemy". Fischerowi zarzucano arogancję i egocentryzm, a także skłonności do izolacji. To wszystko nie przeszkodziło mu w odnoszeniu sukcesów, aż do tego tego meczu. TEGO MECZU. Jest to prawdopodobnie najlepsza część dokumentu Liz Garbus, tyle, że napisało go samo życie (po prawdzie cały dokument w ten sposób się broni). Chodzi o pojedynek z Borysem Spasskim, ówczesnym mistrzem szachowym z ZSRR. Pojedynek ten nazwano Meczem Stulecia. Kontekst historyczny jest zrozumiały. ZSRR - fabryka szachowych mistrzów - był potęgą w tej dziedzinie, a na horyzoncie pojawił się ktoś, kto mógł ten stan rzeczy odmienić. Bobby Fischer nie otrzymywał pomocy ze strony państwa, to nie państwo go odkryło, to nie dzięki niemu wchodził na kolejne szczeble szachowej drabiny. Mamy zatem kontekst polityczny (USA - ZSRR) i mamy kontekst kulturowy (indywidualizm - kolektywizm). Ale Fischer nie mieścił się w tym antagonistycznym schemacie. Nie mógł dać się zawłaszczyć. Nawrot depresyjnych myśli (prawdopodobnie) wstrzymywał go przed przyjazdem do Reykjavíku, w którym miał się odbyć mecz. Przyleciał w ostatniej chwili, potem spóźnił się na pojedynek, narzekał na widownię, na media, przegrał pierwszą partię po fatalnym błędzie i nie przyszedł na kolejną, oddając ją walkowerem. Nic nie zapowiadało, że cokolwiek może się zmienić. Ale potem przyszła trzecia partia i po odważnej grze Fischer powrócił do walki. Zaczął uzyskiwać przewagę psychologiczną, po szóstej grze, niezwykle pięknej, Spasski - i zgromadzeni w audytorium - bili brawo Amerykaninowi. Po miesiącu wyczerpującego pojedynku Bobby Fischer wygrał i złamał hegemonię ZSRR w szachach. Ameryka oszalała na jego punkcie i na punkcie szachów. 29 - latek był na szczycie.
I wtedy zniknął. Nie będę już opowiadał tej części historii. To ta smutniejsza część historii, przynajmniej dla postronnej osoby. Fischer powrócił wprawdzie w 1992, żeby zagrać rewanż ze Spasskim w Jugosławii, ale - pomimo zwycięstwa - wiązało się to ze złamaniem przepisów rodzimego kraju. USA nałożyły wcześniej sankcje na Jugosławię i Fischerowi groziło 10 lat więzienia, gdyby wrócił do kraju. Dalsze jego życie to tułaczka po świecie i przystań...w Islandii, tej samej, do której nie chciał kiedyś przylecieć. Ostatnie zachowane filmy pokazują nam starszego, niechlujnie ubranego i zgorzkniałego człowieka w bejsbolówce. Ta część życia Bobby'ego to tak naprawdę dalej biała plama dla nas. Oczywiście można to rozwiązać stwierdzeniem: "Fischer zwariował, chciał przełożyć milion kombinacji szachowych na życie, ale życie nie jest złożone aż tak i mu się pokręciło", ale to nie wyjaśnia wszystkiego. To nic nie wyjaśnia. Dokument Liz Garbus jest niezwykle intensywny, poruszający, motywujący i fascynujący aż do tego momentu, kiedy Bobby zniknął. Kiedy zniknął także ta opowieść traci na sile. Czy jego sylwetkę dało się opowiedzieć tylko przez związek z szachami? Czy tylko tutaj rozwijał pełnię swojej osobowości? Trochę tak to wygląda. Ponad 30 lat życia Fischera nadal jest przed nami tajemnicą. Summa Summarum on sam jest wciąż dla nas tajemnicą. Dokument jednak więcej niż dobry
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz