środa, 27 lutego 2013

"Wakacje z Moniką" (1953)







"Wakacje z Moniką" wieńczą pierwszą trylogię Ingmara Bergmana (pierwszą i drugą część stanowiły: "Ku szczęściu" i "Letni sen"). Wspólnym tematem trzech filmów jest konfrontacja ideałów i marzeń młodych ludzi z rzeczywistością. Za każdym razem, jak można się domyślić, życie weryfikowało te ideały, aczkolwiek nie zawsze w ten sam sposób i nie z tych samych przyczyn. W "Ku szczęściu" trud dzielenia czasu pomiędzy pracą a rodziną, zazdrość oraz poczucie niedowartościowania doświadczyły małżeństwo Marty i Stiga, natomiast Marii i Henrykowi z "Letniego snu" to okrutny los odebrał marzenia. W "Wakacjach z Moniką" szczęście również trwa chwilę, ale już u podstaw zbudowane jest na grząskim gruncie. 

Film opowiada historię Moniki (Harriet Andersson) i Harry'ego (Lars Ekborg). Oboje różnią się temperamentem i za tym rozróżnieniem idzie już nawet wybór miejsca pracy, a także pochodzenie. Chłopak pracuje w składzie porcelany, a dziewczyna w sklepie warzywnym. On mieszka z lekko hipochondrycznym, wycofanym ojcem, a ona w wielodzietnej rodzinie, w której głowa rodziny nie stroni od alkoholu. Monika jest dość swobodna, bezpośrednia, a zaloty mężczyzn nie stanowią dla niej pierwszyzny, chociaż nie zawsze sprawiają jej przyjemność, tym bardziej, że w środowisku, w którym przebywa, "adoratorzy" obchodzą się z nią dość obcesowo. Tzw. końskie zaloty. Ale Harry jest inny. Jest poukładany, miły i trochę nieśmiały. Niebawem oboje uciekają z szarej, miejskiej rzeczywistością na wyspę. Tu mają swoje chwile szczęście, ale życie w końcu o nich się upomni. Para wróci do miasta i już wkrótce to, co dawniej ich do siebie przyciągało, poróżni ich na dobre.

Dlaczego? Bo Harry dojrzał do życia, życie rodzinne bynajmniej nie weszło w kolizję z jego marzeniami i poczuciem spełnienia. A Monika, zamknięta w kokonie małej dziewczynki, z kompleksem pochodzenia, coraz mocniej zaczęła ujawniać swój materializm.  Wspólnego szczęścia wystarczyło tylko na wakacje. W "Wakacjach z Moniką" Bergman nie omieszkał dobudować do historii uzasadnienia deterministycznego. Teza ujawnia się w tej scenie, która pokazuje kolejną sprzeczkę pomiędzy młodymi ludźmi. Dziewczyna jest ordynarna, a Harry, nie mogąc znieść dłużej jej jazgotu, podnosi dłoń. Oto środowisko, ohydne szaro miasto, pochłonęło marzenia i przerobiło młodych na swoją modłę. Teraz zachowują się, jak dorośli. Prezentują to, przed czym chcieli uciec. Tą tezą Bergman uderza nas, jak obuchem w łeb - jest zbyt jaskrawa, lekko tendencyjna, ale to już końcówka dzieła. Całość na pewno warta obejrzenia, chociaż w moim osobistym, na szybko sporządzonym, rankingu, "Wakacje z Moniką" znajdują się na ostatnim miejsca, jeśli idzie o trylogię. Być może dlatego, że w obu poprzednich filmach Bergman, owszem, zarezerwował dla szczęścia tylko chwile, ale te chwile naprawdę się wydarzyły, był w nich autentyzm. Za tymi chwilami Marie z "Letniego snu" mogła tęsknić. Natomiast Marta i Stig, przez wzgląd na te chwile i wcześniejsze plany, mogli powalczyć jeszcze o swoją relację. Tutaj, od początku wszystko zbudowane jest na kłamstwie i dysonansie. Za tym nie można tęsknić i nie ma o co walczyć. Dlatego też "Wakacjom z Moniką" brakuje tej nostalgii obecnej w tamtych dziełach, bliżej im za to do naturalizmu. Tak też można, ale lepiej patrzyło się na tamte dzieła.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz