czwartek, 7 lutego 2013

"Ludzka stonoga 2" (2011)



Złakniony wrażeń po rozwlekłej i nieprzyswajalnej dla człowieka Zachodu "Wyspie" Pavla Lungina zabrałem się za kolejną część "Ludzkiej stonogi". Już nie musiałem się męczyć z fenomenem pokory u człowieka rosyjskiego, za to z dziką satysfakcją rzuciłem się w błoćko perwersji  i ekskrementów, w których to człowiekowi Zachodu do twarzy. Kolejny stopień na drodze emancypacji! Przy okazji, zauważywszy zawczasu, jak wygląda główny bohater, liczyłem na wybitnie kompensacyjną wartość filmu Toma Sixa. Ostatecznie nie podbudowałem mocno własnego ego na postaci Martina, ale film i tak mnie pozytywnie zaskoczył, zadając jednocześnie kłam twierdzeniom, jakoby sequele były gorsze od oryginału.

Martin (Laurence R. Harvey) to mężczyzna dość jeszcze młody, niskiego wzrostu, pokaźnej tuszy, o wyłupiastych oczach i dużej wyobraźni. Gwałcony przez ojca, molestowany przez lekarza, poniżany przez matkę zamknął się w sobie i na nieszczęście dwunastu osób obejrzał pierwszą część "Ludzkiej stonogi" Toma Sixa. To przy niej oddaje się marzeniom i masturbacji z użyciem papieru ściernego. W międzyczasie hoduje własną stonogę w akwarium (gwoli ścisłości jest to wij, a nie stonoga) i z wyjątkowym szczęściem porywa kolejne osoby, które będą miały okazję wziąć udział w jego eksperymencie. Martin, w jakiś sobie tylko znany sposób, namówi nawet Ashlynn Yennie, a więc bohaterkę poprzedniej części, żeby przyjechała udzielić wywiadu. O inteligencji tej ostatniej mogliśmy się przekonać podczas oglądania pierwszej sekwencji. Przyjedzie oczywiście.


Perypetie doktora Heitera są słodką dobranocką w porównaniu do drugiej części. Przyczyn tego jest kilka. Pierwsza jest dość oczywista, reżyser z większą swobodą eksponuje różne obrzydliwości. Po drugie: postać głównego bohatera i jego środowisko. Doktor Heiter był groteskowy, a Martin jest na dodatek obrzydliwy. Obrzydliwie patologiczny jest obraz jego relacji z matką, która mogłaby robić za medium w kontakcie z duchami, dopiszmy do tego dwuznaczną rolę jaką pełni w jego życiu lekarz o wyglądzie popa. Martin nie mówi. Martin gra twarzą i gestami. Film Sixa nie aspiruje jednak do bycia dziełem psychologicznym - to jest makabreska. Mocno przerysowana, jak na makabreskę przystało i, o ile w sterylności pierwszej części krył się realizm z elementami dość typowymi dla thrillera, to już czarno - biały obraz kolejnej odsłony wraz ze świetną muzyką tła tworzą coś dalece nierzeczywistego. Film ma coś z koszmaru sennego, bynajmniej nie zrobionego nieudolnie. "Ludzka stonoga 2" to film dziwaczny, mroczny i groteskowy. Ostatnie sceny mogą zniesmaczyć nawet tych mniej wrażliwych, niemniej w moim odczuciu Laurence R. Harvey ze swoją grą nie daje zejść temu filmowi poniżej pewnego poziomu, tj. tego, w którym to ekskrementy zajęłyby centralne miejsce. Za efektem obcości nie stoją tony gówna, ale postać wylęknionego, to znowu rozwścieczonego, karła. No i jego marzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz