"Wyznaję" to film ciekawy w dorobku Alfreda Hitchcocka, bardziej bowiem celuje w dramat psychologiczny, aniżeli typowy dla tego reżysera kryminał. Owszem wątek kryminalny jest istotny w tym filmie, niemniej, gdyby oceniać ten film pod tym kątem, to finał okaże się mało satysfakcjonujący. Tak było w moim przypadku, owszem, doceniłem grę aktorów, ale poczułem się rozczarowany rozwiązaniem. Teraz uświadamiam sobie, że nie w nim rzecz i nie w każdym dziele Hitchcock zostawiał nam małą lukę, która umożliwiała rozwikłanie zagadki.
O czym jest historia? W miasteczku zostaje zamordowany adwokat Villete (Ovila Légaré), a jego mordercą jest Otto Keller (O. E. Hasse), dozorca z miejscowej plebanii. Nie, wcale nie zdradzam zakończenia, podobnie, jak w "M jak morderstwo" zabójcę poznajemy na początku filmu. Keller przyznaje się do zbrodni przed księdzem Michaelem Loganem (Montgomery Clift), a właściwie, używając języka religii, robi to przed Bogiem. Tytułowe "wyznaję" mordercy jest bowiem formułą ze spowiedzi. Ksiądz ma związane ręce tajemnicą spowiedzi, a Keller nie chce przyznać się policji. I może ten impas trwałby bez końca, ale od czego jest policja w osobie inspektora Larrue (Karl Malden)? Oto następnego dnia, pod domem Villete'a, oprócz Kellera, który przyszedł tam dla zachowania pozorów, jak co środę (pielęgnował ogród adwokata), Larrue spotyka także księdza Logana, na dodatek w towarzystwie Ruth Grandfort (Anne Baxter). W to wszystko wplata się zatem dwuznaczna relacja księdza i mężatki, zeznania dwóch dziewczynek, które widziały jak w godzinę morderstwa z domu adwokata wychodził ktoś w sutannie (Keller założył ją celowo), a potem jeszcze alibi, uzyskane od Ruth. Alibi, które ostatecznie wzmacnia tylko motyw zbrodni. Ksiądz z podejrzanego staje się oskarżonym.
W tym filmie nie szukamy klucza do zagadki, tzn. szukamy, szczególnie, jeśli mamy w pamięci wiele innych dzieł Hitchcocka, ale nawet ci, którzy mają, szukają rozwiązania także gdzie indziej. W psychologicznej grze przedstawionych nam postaci. Czy Logan złamie tajemnicę spowiedzi i powie, kto jest zabójcą? Czy Otto Kellera ruszy wreszcie sumienie i przyzna się do winy, ratując tym samym księdza, który wielokrotnie mu pomagał, a może to Ruth i jej kompromitujące zeznania pozwolą uratować duchownego. Każda osoba ma bardzo dużo do stracenia. Godność, moralność, życie, uznanie. Kto okaże się najwytrwalszą osobą? Kto będzie wierny zasadom do końca, a może ktoś wreszcie powróci na ścieżkę moralności? Patrzymy zatem nie na kryminał z akcją w tle, nie na analityczne rozpracowywanie zagadki, ale na dramat psychologiczny z wątkiem kryminalnym. To może być zaskoczeniem, podobnie, jak rola Montgomery'ego Clifta, który zdaje się kompletnie nie pasować do tej postaci. Swoim wyglądem przywodzi na myśl zbuntowanych nastolatków z pokolenia Jamesa Deana, a nie księdza, a jednak są to tylko pozory, które bardzo szybko ulegają rozproszeniu. Jest to zdecydowanie najlepsza kreacja w tym filmie. Aktor świetnie ukazał niezłomność charakteru, ale także ciągłą walkę i wątpliwości, które go nachodzą. A po drodze będą też strach, zdziwienie i zawód. Na uznanie zasługują także O. E. Hasse i Karl Malden. pierwszy odpycha nas swoim charakterem, a kwintesencją jego małości jest fenomenalna scena, w której przylepia się do księdza Logana i ze strachem w oczach zarzuca mu...tchórzostwo i chęć ujawnienia zbrodni. Drugi razi swoim krótkowidztwem i uporem ukierunkowanym zgoła nie tam gdzie trzeba. Film wart obejrzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz