Ciekaw byłem, co ciekawego pan Olivier Stone wyhaftował w ramach muzycznej biografii legendarnego Jima Morrisona. Mówiąc ściślej, chciałem sprawdzić, czy i tutaj haftował grubymi nićmi. Nie zawiodłem się w swoich przewidywaniach. Wyhaftował nam pretensjonalnego pijaka i ćpuna ze świetną muzyką w tle.
"The Doors" podąża tradycyjną drogą przedstawiania życiorysów gwiazd rocka. Jest wrażliwy chłopczyna, którego talent odkrywa inny chłopaczyna, co ewoluuje w kapelę, kapela zaczyna odnosić sukcesy, pojawiają się ekscesy, używki i dziwki w nadmiarze, a relacje między członkami grupy stają się coraz bardziej napięte, bo wrażliwy chłopaczyna przegina pałę i w swojej pija...tzn. artystycznej wizji coraz bardziej oddala się od wizji swoich mniej wyemancypowanych kolegów. W tle są głodne kawałki o wolności, czyli wyzwoleniu się spod opresyjnej kultury, a między wierszami jeszcze mocniejsze przywiązanie do chutliwej natury. Jim Morrison był nieprawdopodobnie wolnym, chutliwym zwierzakiem.
No, tak go pokazał pan Stone i co zabawniejsze, wcale nie jest to u niego podstawą do przeprowadzania krytyki pana Morrisona. Pan Stone z właściwą lewicowcom wrażliwością uznaje chutliwą naturę za kwintesencję ludzkiej wolności. Ale pomijając już te intelektualne wątki, formalnie rzecz biorąc, Morrison odegrany - skądinąd z dużą wprawą - przez Vala Kilmera jest nieznośnie pretensjonalny. Jeszcze takich nie było, co by prozy nie używali na co dzień. Myślę, że nawet William Blake - którego znajomością popisuje się w filmie gwiazdor - przy dzbanku mleka mówił prozą. Tymczasem w "The Doors" Morrison raczy nas uparcie diamentami narcyzmu i pustosłowia, co prowadzi do tego, że najlepsze są fragmenty sceniczne, tj. te, które imitują występy na koncertach. W tym artystycznym kontekście diamentowa mowa Morrisona i jego błazeństwo są uzasadnione i do przyjęcia. Jest w nich autentyzm. W innych nie ma ani człowieka, ani muzycznego bożka, tylko kukła.
Największą wartością filmu jest muzyka, bądź co bądź, nieźle oddany klimat tamtych czasów i Kilmer w wersji artystyczno - muzycznej. Cała reszta jest pretensją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz