czwartek, 19 lipca 2012

"Mroczny rycerz" (2008)



Straciłem zdrowy rozsądek i w konsekwencji doznałem szoku estetycznego. Pomiędzy filmem z 1944 roku a filmem z 2008 zrobiłem dzień przerwy. Zresztą nie w przerwie tylko rzecz, ale również w samej formie i treści obu dziełek. Po "Iwanie Groźnym" postanowiłem sprawdzić "Mrocznego rycerza" Christophera Nolana. Nie z powodu jakichś sentymentów czy miłości do komiksów, ale wyłącznie dla zweryfikowania opinii o Heathie Ledgerze. Bo było dużo ochów i achów, a ich zwieńczeniem pośmiertny Oscar za drugoplanową rolę Jokera.

Fabuły nie będę nawet streszczać, bo byłoby to najdłuższe streszczenie w historii moich streszczeń. Lepiej ograniczyć się tylko do przedstawienia postaci. Mamy zatem zatem miliardera Bruce'a Wayne'a (Christian Bale), który nocami daje dowody swojego zamiłowania do skór i sadyzmu, przebierając się we wdzianko Batmana, dalej jest Harvey Dent (Aaron Eckhart), "Biały rycerz" Gotham City, czyli nieskazitelny prokurator, jednakże nie pozbawiony jakiegoś złowieszczego pierwiastka gdzieś w głębi duszy, w końcu Jim Gordon (Gary Oldman) - komisarz, który nie zawaha się przed niczym, byle prawo rządziło w mieście. Poza trójką muszkieterów pojawi się wspomniany już Joker, który weźmie sprawy w swoje ręce (pozostali przestępcy zostali hurtem wsadzeni przez Denta do paki) i wprowadzi sporo zamieszania w Gotham City, a także przyboczni Batmana, czyli jego "lokaj" i przyjaciel Alfred (Michael Caine) oraz współpracownik w firmie Lucius Fox (Morgan Freeman). W filmie jest mnóstwo zwrotów akcji, efektownych pościgów, wybuchów, napięcia, mniej i bardziej zaskakujących konceptów, czyli to, czego nie może zabraknąć w kinie akcji. I nie wypada to najgorzej, trzeba tylko pamiętać, z jakim kinem ma się do czynienia. Czysto rozrywkowym.

Co do nieprzewidywalności, to nie jest o nią trudno, bo odpowiada za nią w dużej mierze Joker grany przez Heatha Ledgera. Jak sam mówi, nie kieruje się żadnym planem, dla niego liczy się "teraz", czyli wyznaje zasadę 90% dziewcząt w wieku pensjonarskim, tj. "carpe diem". Można w to naturalnie powątpiewać, bo momentami zdradza się swoim ciągotkami do wyjątkowo perfidnych gierek, które rozkłada na raty. Wcale nie jest zawsze taki spontaniczny, ale ta planowość jest już za kadrami. Widzimy za to Jokera anarchicznego i szalonego, a przy znacznie bardziej nieprzewidywalnego niż ten grany przez Jacka Nicholsona. Jokera Ledgera jest też bardziej mroczny (gwoli ścisłości tytuł odnosi się do Batmana) i skłonny do przeprowadzania mimochodem refleksji światopoglądowych, które ostatecznie sprowadzają się do stwierdzenia, że chaos rządzi. A Batman? Cóż, Christian Bale wypada słabiej przy Ledgerze. Raz, że jest skrępowany schematem tego dobrego, dwa, że ten zły nie dość, że jest zły, to jeszcze to zło jest chaotyczne, trzy - krępuje go jeszcze kostium. Nie dziwota, że kapitał lepiej zbijało się na postaci Jokera. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz