czwartek, 5 lipca 2012
"Sala samobójców" (2011)
No i obejrzałem wreszcie film Jana Komasy, pt. "Sala samobójców". Z opóźnieniem, bo opóźnieniem, ale obejrzałem. W trakcie seansu byłem pozytywnie zaskoczony, po seansie miałem wątpliwości i coś mi mówiło, że dałem się nabrać, na drugi dzień to uczucie było jeszcze silniejsze, by po dwóch dniach przerodzić się niemal w pewność. Tak, to ciekawie zrealizowany film, ale przy okazji gulasz wyabstrahowany poza nawias rzeczywistych problemów. Wszystko to się dzieje naprawdę, to fakt, ale w połowie. I ta połowa wystarczy, żeby stwierdzić, że jest nieciekawie. "Sala samobójców" zaś przerysowuje wszystko w wielu wymiarach i ewoluuje w stronę jakiegoś nieporadnego poradnika dla mam i przyszłych emo.
Dominik (Jakub Gierszał) to bananowy chłopiec, niedokochany i materialnie dopieszczony, który otacza się zgrają podobnych mu bananków. Na studniówce poznaje smak chłopięcych ust, a w czasie treningu karate - w ferworze walki i splocie męskich ciał - ma przyjemność doświadczyć orgazmu, co jest nie lada zaskoczeniem dla jego partnera w pojedynku. Jeszcze tego samego wieczoru o seksualnym wyczynie Dominika, za sprawą fejsika, dowiaduje się cała szkoła, a może nawet i pół miasta. Dominik wpada w rozpacz, ale z rozpaczy wyciąga go dopiero co poznana w Internecie Sylwia (Roma Gąsiorowska). Dziewczę to, bełkoczące i pretensjonalne, acz o czarujących ustach i niebrzydkiej buzi, wciąga naszego młodego Hamleta w wirtualny świat. Dominik traci kontakt z rzeczywistością, a jego schizofreniczni rodzice (pal licho bananową młodzież, oni tacy są albo w połowie, ale czy ich rodzice serio są tak nieprawdopodobnie głupi i śmieszni?) robią, co mogą, żeby uratować synalka, to znaczy, żeby zdał dobrze maturę. Całość dopełniają animowane wstawki z wirtualnego świata, w którym Sylwia do dziarska, ale przy tym tajemnicza, wojowniczka, a Dominik, to jej bodyguard.
Sylwii nie poznajemy w zasadzie, jej portret socjologiczno - psychologiczny zostaje poniekąd dopełniony ostatnią sceną, niemniej od początku widzimy, że coś tu nie gra, ewentualnie, jakby to zauważył zacny ks. Natanek, "co się dzieje". Ano widzimy, że Dominik się angażuje, a Sylwia wydaje się być wyrachowana. W zasadzie widzimy tyle, co Dominik, ale przecież jesteśmy mądrzejsi. Widzimy zatem więcej i ubolewamy nad głupotą Dominisia, który stacza się na dno za sprawą różowowłosej pannicy. Trochę robi się z tego schematyczny film o zgubnych skutkach Internetu, ale chyba najsłabszą stroną tego dzieła są wręcz stereotypowo pokazani są rodzice chłopca. To kilka nałożonych klisz (zapracowani rodzice, którzy dają wszystko poza miłością), wręcz ordynarnie odegranych przez Krzysztofa Pieczyńskiego i Agatę Kuleszę. Mój Boże, czy z tych rodziców bananowych dzieci, nie można by chociaż raz uczynić ludzi? Ludzi z krwi i kości, a nie tę samą nieustanną śpiewkę o zapracowanych, którzy nagle zauważają, jacy to byli zapracowani i że to jest ich wina? Jakoś to rozwinąć, pogłębić, rozwarstwić, natchnąć życiem... Film na szczęście zachowuje poziom w dużej mierze dzięki Jakubowi Gierszałowi, który zagrał Dominika. To bardzo dobrze odegrana rola, jak na tak młodego aktora, z całą paletą emocji, różnorakich zachowań i postaw, a że jest on główną postacią, toteż przekłada się to na jakość filmu. Poza tym od strony wizualnej "Sala samobójców" także niesie ze sobą powiew świeżości. Odczucie wirtualności, nieznośnej mediatyzacji życia, myślenia obrazami rodem z cyberprzestrzeni zostało dobrze oddane na ekranie. Odrealnia to miejscami obraz, dynamizuje, ale również pokazuje tragizm (tak, zróbmy z Dominika postać tragiczną!) chłopca, który stracił kontakt z rzeczywistością. Warto zatem obejrzeć chcoiażby dla tych pozytywów.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz