poniedziałek, 16 lipca 2012

"Iwan Groźny" (1944)


Dwuczęściowy "Iwan Groźny" Siergieja Eisensteina zaliczany jest do klasyki kina światowego. Film opowiada historię tytułowego władcy, a jego osią fabularną stanowi konflikt pomiędzy carem a bojarami. Już na intuicję można domniemywać, że znajdziemy tu subtelną apologię centralizacji władzy i krytykę wszelkich tendencji odśrodkowych. Tak, Rosja, która Rosją nie była, też miała w 1944 roku swojego cara, któremu przyszło zmagać się z "tendencjami odśrodkowymi" w postaci różnej maści spiskowców. Film prowadzi zatem analogię obuchem ciosaną i grubymi nićmi szytą, chociaż druga część filmu wywołała już sporo zamętu i władzom ZSRR nie spodobała się. Bo Iwan jest tam trochę bardziej chimeryczny, stetryczały, dziwaczny, może nawet odrobinę despotyczny, o grozo! Ale gdybym miał oceniać warstwę propagandową drogą porównawczą, np. z "Pancernikiem Potiomkinem", to rzekłbym, że odbiorca nie musi odczuwać jakiegoś szczególnego dyskomfortu z tej racji. 

Niektórzy dyskomfort odczuwają za to z powodu wyjątkowo teatralnej gry aktorów, dla których zabijanie wzrokiem, zezowanie i wywracanie oczyma jest podstawą charakteryzowania postaci i oceny sytuacji. Jak łatwo się domyślić, konsekwencją tego jest czytelny podział bohaterów na tych bardziej pozytywnych i mniej. Z początku, może to być nawet urzekające na swój sposób, bo buduje majestatyczny klimat filmu, ale z czasem staje się coraz bardziej sztuczne i pretensjonalne. Ta konwencja rzeczywiście nie do końca wytrzymuje próbę czasu. Po trzech godzinach widzimy, że to już nie Iwan tak strzela złowieszczo oczyma, tylko skądinąd świetny, Nikolai Cherkasov (pomimo teatralności ta rola może się podobać).

Natomiast od strony wizualnej i muzycznej jest to piękno w czystej postaci. Nie jest to tak dynamiczny obraz jak wspomniany już "Pancernik Potiomkin". Statyczność, dłuższe sceny, zawieszenie realizmu, przekładają się na aurę historyczności i majestatyczności. Zachwycają wspaniale dobrane stroje postaci, gra światła i cieni, muzyka. Nie sposób nie cieszyć się tym wszystkim. I to jest główna wartość tego obrazu. Dodajmy do tego (znaną z wcześniejszych filmów) pracę kamerą, zarówno zbliżenia, jak i prezentacja scen grupowych, są doprowadzone do perfekcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz