Człowiek uczy się całe życie. Kojarzenie Alfreda Hitchcocka wyłącznie z kilkoma filmami jest profanacją i nie lada ignorancją, a z takim podejściem przystąpiłem do "M jak morderstwo", zupełnie nieświadom, że przyjdzie mi obejrzeć arcydzieło. Film ten stawiam, w osobistym i wciąż bardzo ubogim rankingu, na pierwszym miejscu, ex aequo z "Psychozą". I wiem też, co będę w najbliższym czasie oglądał. Filmy Alfreda Hitchcocka. Bez dwóch zdań.
"M jak morderstwo" to historia morderstwa. I to dosłownie. Tony Wendice (Ray Milland) planuje morderstwo niewiernej żony, Margot (Grace Kelly), a zadanie to zleca Aleksandrowi Swannowi (Anthony Dawson), którego szantażuje ujawnieniem różnych machlojek z przeszłości. Wszystko dzieje się przed naszymi oczami, a "zleceniodawca" wykłada przyszłemu mordercy - a tym samym również widzowi - swój misterny plan. Znamy zatem winnych od początku, zenitowa scena tego fascynującego przedstawienia również została nam pokazana. Patrzymy zatem, jak Tony radzi sobie z całą sytuacją, jak manipuluje, kłamie i jak bardzo jest...perfidny. A trzeba dodać, że nie wszystko pójdzie z planem i to na żonę Toniego spadnie podejrzenie winy, co mężczyzna również będzie się starał wykorzystać. Ale jest też druga strona. Śledzimy zatem, jak ci niewinni oraz detektyw Pearson (Patrick Allen) starają się rozwikłać zagadkę. A luka naprawdę istnieje i to pomimo tego, że rzecz rozgrywa się prawie wyłącznie w tym jednym kluczowym pomieszczeniu. Tę lukę wykorzystał Hitchcock. Zrobił to perfekcyjnie, po mistrzowsku. Zasiał film całym mnóstwem szczegółowym, które zostają nam wyłożone, a jednak jest tam miejsce na demaskację Tony'ego.
Film absorbuje zupełnie uwagę widza i nie pozwala oderwać od ekranu oczu. Jeśli komu wydaje się, że w historii, w której morderca jest znany, a my wiemy niemalże wszystko, nie może być napięcia, to powinien obejrzeć "M jak morderstwo". Napięcie podąża za każdym kolejnym słowem Tony'ego, napięcie wiąże się każdą upływającą minutą, przybliżającą Margot do egzekucji; napięcie ma swoje źródło w konfrontacji domysłów i pytań policji oraz detektywa Pearsona z zeznaniami Tony'ego, który - jak się wydaje - popełnił morderstwo doskonałe. No i jedna z ostatnich scen; scena kulminacyjna, w której wstrzymujemy oddech, a wszystko zależy od tego, w którą stronę pójdzie mężczyzna. Tylko i wyłącznie od tego.
Wspaniały film, z równie świetną grą aktorską, przede wszystkim Raya Millanda, który dał nam prawdzie studium kłamstwa i perfidii. Wszak my wiemy wszystko i patrzymy, jak postać przez niego odgrywana zwodzi policję, a także pociesza z niesmakiem żonę. Grace Kelly w roli Margot nie gra tu pierwszych skrzypiec, jest ofiarą i postacią bierną, ale swoją grą uwydatnia kontrast pomiędzy intencjami męża a swoją niewinnością. Na uznanie zasługuje też Patrick Allen w roli detektywa, bowiem jego postać może nam sprawić sporą niespodziankę. I jak to u Hitchcocka, wszystko odbywa się całkowicie w aurze prawdopodobieństwa i w oparciu o logiczne zasady. Mistrz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz