"Krzyż walecznych" Kazimierza Kutza to 84 - minutowy film, składający się z trzech krótszych nowelek, zatytułowanych kolejno: "Krzyż", "Pies" i "Wdowa". Wszystkie opowiadają o czasie "po wojnie" i w różny sposób prezentują próby odnalezienia się człowieka w rzeczywistości powojennej. I trzeba to od razu dodać, są to próby raczej nieudane.
"Krzyż" prezentuje historię Franka Sochy (Jerzy Turek), rezolutnego, ale też trochę zakompleksionego chłopaka z małej wioski, któremu przytrafił się medal za walkę na froncie. No, nie przytrafił. Franek zdobył go po odważnym podejściu wroga od tyłu. I tak to, rezolutny chłopak oprócz tytułowego krzyża za zasługi dostaje kilka dni urlopu, które postanawia wykorzystać, jadąc do rodzinnej miejscowości. Do tej pory wojna prezentowana jest w wersji heroiczno - przygodowej, i tak chyba wyobraża ją sobie sam Franek, tymczasem na miejscu spotyka go ogromny ból i rozczarowanie. Z dość lekkiej ballady nowela zamienia się w balladę mocno nostalgiczną. Mit umiera. I we Franku coś umiera...
"Pies" wydał mi się słabszy od pozostałych dwóch nowel. Każdy, kto zapoznał się z "Wiernym Rusłanem" Gieorgija Władimowa szybko dokona pewnych analogii. W filmie Kutza także spotykamy psa, który służył totalitaryzmowi. Owczarek niemiecki przedstawiony w nowelce pilnował więźniów w Oświęcimiu, jednak dla jednego z polskich żołnierzy, Sypniewskiego (Andrzej May) nie robi to różnicy. Pies jest psem, nie rozumiał tego, co się działo. Inaczej reagują koledzy bardziej wyrozumiałego kolegi. Od początku są negatywnie nastawieni do zabranego psa, co w końcu popycha ich do dość daleko posuniętych kroków. "Pies", podobnie jak "Krzyż", opowiada więc o przeobrażeniach w umyśle ludzi po wojnie. Dlaczego mi się nie podoba? Nie lubię umowności, która momentami dryfuje nawet w stronę karykatury, a w taki sposób przedstawieni są dwaj osobnicy, którym pies się nie spodobał. Jest w tym jakaś wyjątkowa skrótowość, na usprawiedliwienie można dodać, że w opozycji do nich stoi wspomniany już Sypniewski.
Ostatnia nowela, czyli "Wdowa" także o opiera się na karykaturalnym przedstawieniu, ale ma bardziej paraboliczny wymiar, stąd i umowność, i karykatura są bardziej uzasadnione. W "Psie" mamy natomiast do czynienia z jednostkową sytuacją, od której oczekuję na ogół większej wrażliwości i autentyczności. O czym jest "Wdowa". O pewnym miasteczku, które stworzyło kult kapitana Joczysa. Niewdzięczna funkcja relikwii przypadła wdowie po Joczysie, Małgorzacie (Grażyna Staniszewska), której wprawdzie zapewniony zostaje materialny byt i bezpieczeństwo, ale jednocześnie permanentna inwigilacja i obowiązek zachowania powagi, wszak tylko powaga przystoi wdowie. Na nieszczęście Joczysowej w miasteczku pojawia się zootechnik Tadeusz Więcek (Zbigniew Cybulski) i między dwojgiem ludzi zawiązuje się romans. Nie trzeba dodawać, że nie budzi to aplauzu społeczności. Także i tutaj wojna "zbiera swoje żniwa" jeszcze po zakończeniu; także i tutaj jej pokłosiem jest niszczenie podmiotowości. Przy okazji też "Wdowa" daje przykład scenek rodzajowych wprost z życia małomiasteczkowej społeczności, gdzie każdy każdemu patrzy na ręce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz