poniedziałek, 9 kwietnia 2012
"Zezowate szczęście"
"Zezowate szczęście" Andrzeja Munka to komedia przypadków i nieszczęść pewnego delikwenta, który miał wyjątkowe nieszczęście do zezowatego szczęścia. Ów delikwenta, tj. Jana Piszczyka gra Bogumił Kobiela. Co możemy powiedzieć o głównym bohaterze? Nie jest zbyt urodziwy, ma rozbiegane oczy czujnego zająca i równie zajęcze serce, a co za tym idzie skłonności do konformizmu i wyjątkowy dar do szczęśliwych początków i mniej szczęśliwych zakończeń. Swoją historię przedstawia w retrospektywie, dzięki czemu zostaniemy uraczeni nie tylko komedią sytuacyjną, ale również zabawną narracją samego zainteresowanego. A pamięcią sięgniemy aż do czasów dzieciństwa Jana Piszczyka, chociaż te zrealizowane zostały jeszcze w konwencji filmu niemego. Potem przyjdą urokliwe sceny przedwojennych czasów z elementami kolorytu właściwego tamtej epoce, II Wojna Światowa i rzeczywistość powojennego patosu. We wszystkich tych odsłonach Piszczyk znajdzie dla siebie, przypadkiem bądź nie, odpowiednią rolę, którą grać będzie aż do niefortunnego końca.
"Zezowate szczęście" stanowi przede wszystkim popis Bogumiła Kobieli, który w wachlarzu cech skrojonych na naturę dość podrzędną i miałką, znajdzie wystarczająco sporo odcieni, by i z nich stworzyć kilka odrębnych sylwetek. Od młodzieńca nieśmiałego, zakochanego, ale już z przejawami do interesowności, egoizmu i materializmu, po chwalipiętę i tchórza aż po nędzną kreaturę czasów powojennej Polski. Nawiasem mówiąc, ta ostatnia odsłona wyposażona jest w znacznie silniejszy ładunek satyryczny, aniżeli wcześniejsze. Ciosy spadają więc nie tylko na biedną głowę Piszczyka, ale także na czasy godne takich postaci. Może aż się prosiło, żeby tak to opowiedzieć?
Miałbym wyrzuty sumienia, gdybym jednak nie wspomniał o innych aktorach, którzy nawet epizodycznymi rolami potrafili przykuć mój wzrok do ekranu. A sporo ich się przetoczyło przez film, wszak opowiada on o bardzo obszernym odcinku czasowym. Swoje pięć minut (a nawet więcej) mieli szczególnie Edward Dziewoński jako Jelonek i Wojciech Siemion jako personalny Józef Kacperski. Dobra, solidna komedia, chociaż bez artyzmu takiego "Człowieka na torze".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz