wtorek, 10 kwietnia 2012

"Pasażerka" (1963)



"Pasażerka" jest ostatnim, niedokończonym filmem Andrzeja Munka. Niestety, tragiczna śmierć reżysera przerwała prace nad tym dziełem, a szkoda, bo zachowany materiał ujawnia olbrzymi potencjał i niebanalny pomysł, zarówno w treści, jak i sposobie realizacji. Dane jest nam cieszyć oczy ledwie godzinnym filmem, który posiłkuje się również zdjęciami z komentarzem objaśniającym. Jest to historia Niemki, Lisy (wspaniała kreacja Aleksandry Śląskiej), która na statku spotyka znajomą osobę. Jak się okazuje ów znajoma osoba budzi demony przeszłości. Lisa wraca wspomnieniami do czasów, kiedy była nadzorczynią w obozie koncentracyjnym, a napotkana kobieta, tj. Marta (Anna Ciepielewska) - więźniarką. Jak informuje nas narrator w filmie brakuje między innymi wielu scen ze statku, które motywują proces stopniowego zanurzania się Lisy w przeszłość.

Niezwykła jest sama "obozowa" część filmu, w której narratorką staje się Lisa. Sama bohaterka prawie się nie odzywa, także Marta milczy. W ogóle milczenie towarzyszy gestom i zachowaniom, a dramaturgii dodaje charakterystyczny głos Śląskiej w ramach komentarza. Każde spotkanie obu kobiet to nieprawdopodobne napięcie i wewnętrzne rozjątrzenie, którego odbicie można odnaleźć na wyniosłej, woskowej twarzy Lisy. Nie mam wątpliwości, że to postać grana przez Śląską jest na pierwszym planie. Świadczy o tym zarówno perspektywa, narracja, ale i sama gra aktorska. Nie ujmując niczego Annie Ciepielewskiej, która zagrała bardzo dobrze, obraz jest tak niezwykle rozedrgany i dramatyczny dzięki Śląskiej. Jakie uczucia Lisa żywi wobec Marty? Dlaczego ją wybrała? Co za tym stoi? Kiedy czuje ból; kiedy cierpi, a kiedy jest potworem? Bo jej wieloznaczność nie odejmuje jej także tej potwornej prawdy, która musiała stać się częścią SS-mańskiej "kariery". Wszystkie te pytania wciągają nas z każdym kolejnym ujęciem i sceną...i w końcu pozostają bez odpowiedzi. Film kończy się w pewnym momencie, a nam wypada żałować. Jest czego. Dzieło Munka kompletnie wymyka się konwencji paradokumentalistyki  obozowej, chociaż ten dym z kominów w prologu mógł zapowiadać co innego. Tymczasem "Pasażerka" pulsuje dramaturgią i tragizmem na innej płaszczyźnie, i dochodzi do tego innymi środkami. Jest niezwykłym dramatem, prowadzonym z niezwykłej perspektywy, a przy tym bez pretensji do rozgrzeszania i rozmydlania. Niestety, jak zostajemy poinformowani we wstępie, możemy z pewnym wysiłkiem próbować zrekonstruować pytania, które postawił sobie Munk, ale odpowiedzi nie znajdziemy w tym dziele...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz