piątek, 13 kwietnia 2012

"Zakazane piosenki" (1946)



Kontynuuję swoją podróż po zamierzchłych już czasach. Tym razem wybór padł na pierwszy film dopuszczony do dystrybucji w powojennej Polsce, czyli "Zakazane piosenki" Leonarda Buczkowskiego. Dzieło, którego wartość historyczna przerosła może już nawet wartość estetyczną. Już w prologu jesteśmy informowani, że bohaterem tego filmu jest piosenka. I rzeczywiście wątek fabularny jest dość luźno zarysowany, chociaż z konsekwencją poprowadzony do końca. Roman Tokarski (Jerzy Duszyński) przedstawia w retrospekcjach i przy muzycznym akompaniamencie życie w okupowanej Warszawie. Znajdzie się tam miejsce dla losów jego rodziny, w tym siostry Heleny (Danuta Szaflarska), której przyjdzie rozłączyć się z ukochanym Ryszardem (Jan Świderski), a także sąsiadów, m.in. ukrywanego Żyda (Henryk Szwajcer), nieco strachliwego, ale przy tym poczciwego muzyka Cieślaka (Jan Kurnakowicz) i volksdeutschki Marii Kędziorek (Zofia Jamry). W większości przypadków są to ludzie, dla których patriotyzm stanowi ważną część ich egzystencji, a akcentowanie swojego nastawienia jest niezwykle istotnym elementem codziennego życia w wojennej rzeczywistości. Te wątki przeplatają się, a raczej są fabularnym uzupełnieniem piosenek, które były odpowiedzią na okupację, niemiecką propagandę, orężem Polski Podziemnej, ale jednocześnie stanowiły sposób na rozładowanie napięcia związanego z okupacyjnym stresem, a tym samym oprócz patriotycznego charakteru miały też posmak ludyczny.

Historia "Zakazanych piosenek" to też historia cenzorskich zabiegów wokół tego filmu. Jeśli już mówi się o tym dziele, to na ogół nie pomija się i tej kwestii, nie będę więc robić wyjątku od reguły. Oryginalna wersja wyświetlana była w kinach przez bardzo krótki czas, a radziecka władza szybko objęła "opieką" bardzo niezależne dzieło Buczkowskiego. Tym razem cenzura polegała jednak nie na krojeniu, tylko na dokooptowaniu kilku scen, których celem było ukazanie większej brutalności Niemców i jednocześnie większej roli Związku Radzieckiego w wyzwalaniu okupowanych ziem. Ginie między innymi chłopiec w tramwaju, który w oryginale ucieka, pojawia się również angielski repatriant, który wykazuje się ogromną ignorancją, co miało świadczyć oczywiście ogólnie o ignorancji Zachodu, w końcu podnosi się znaczenie AL w walce. Buczkowski zaś w ideologię ani licytację nie bawił się. Na szczęście oryginalną wersję można bez problemu obejrzeć, chociażby w Internecie. I w niej bohaterem rzeczywiście jest piosenka. A warszawiacy znajdą bez wątpienia w "Zakazanych piosenkach" jeszcze jednego bohatera. Jest nim Warszawa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz