środa, 11 kwietnia 2012
Ostatni etap (1947)
"Ostatni etap" Wandy Jakubowskiej zagościł u mnie na ekranie w ramach "kontynuacji" "Pasażerki" Andrzeja Munka. Oczywiście mowa nie o chronologicznej kontynuacji. Tak się złożyło, że w obu gra Aleksandra Śląska; w jednym i w drugim wciela się w SS-mankę. I to jej nazwisko zadecydowało głównie o tym, że sięgnąłem po te wiekowe dzieło. Zresztą wiekowość to kolejny powód. Ostatnia wykazuję spore skłonności do poznawania dzieł polski z pierwszych lat powojennych.
"Ostatni etap" to oczywiście film zupełnie inny od wspomnianej "Pasażerki". Jest to obraz dość surowy, chociaż daleki od brutalnego naturalizmu, a przecież, co jak co, ale życie obozowe daje pretekst do mocnego obrazowania i to bez wyrządzania krzywdy prawdzie. Tutaj jednak nie zobaczymy wiele brutalności. Jeśli jakaś się pojawia, to raczej natury psychologicznej, natomiast proces fizycznej dezintegracji człowieka, jego łamania i niszczenia jest w domyśle. Dużą wagę reżyserka poświęciła ukazaniu wzajemnych relacji między więźniarkami, bo dzieło dotyczy bloku kobiecego. Nie jest to bynajmniej obraz społeczności totalitarnej rodem z opowiadań Tadeusza Borowskiego. Jest tu sporo miejsca na życzliwość, pomoc i poczucie godności. Nie ma zbyt wiele niejednoznaczności. Są osoby dobre z przyrodzenia i te złe z przyrodzenia. To nie jest świat, który wciąga więźnia w okrucieństwo kosztem innych. Nic z tych rzeczy. Czy można traktować więc ten obraz w ramach dokumentalistyki? Ciężko powiedzieć...ale byłbym ostrożny z takimi wyrokami. Mam wrażenie, że obraz został jednak trochę wycieniowany, pomimo powierzchownej surowości.
Problemem może być wielojęzyczność "Ostatniego etapu". Wiele dialogów prowadzonych jest po niemiecku, część po rosyjsku, znajdą się też wstawki francuskie, także jeśli ktoś nie zna szczególnie tego pierwszego z wymienionych języków może mieć trudności z uchwyceniem sensu niektórych scen, chociaż wiele można domyślić się z kontekstu, bądź też scen, w których postacie rozmawiają po polsku.
Film warty obejrzenia, nawet jeśli nie mówi wszystkiego. Z drugiej strony, globalność zła w takich ujęciach obozowego życia, jak u Borowskiego, także jest pewną założoną koncepcją, za którą stały pewne cele. Tam był więc pewien przerost - świadomy i w ramach konwencji, rzecz jasna, a nie przekłamany. Może więc ostatecznie to "Ostatni etap" jest bliższy tamtej rzeczywistości? Może wciąż istniał podział na dobro i zło w tym świecie? Jeśli ktoś chce zobaczyć dzieło w takim ujęciu, to film Jakubowskiej nie powinien go zawieść.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz