niedziela, 15 kwietnia 2012

"Sklep przy głównej ulicy" (1965)



Do "Sklepu przy głównej ulicy" Jána Kadára i Elmara Klosa trafiłem przypadkiem. Obejrzałem wczoraj średniometrażową "Czarną suknię" i Ida Kamińska zrobiła na mnie spore wrażenie (czuję się w obowiązku przypomnieć, że Aleksandra Śląska zrobiła nie mniejsze), toteż postanowiłem zasięgnąć o niej trochę informacji. Co widzę? Widzę, że Kamińska była nominowana do Oscara w 1967 roku za rolę Rozalii Lautmann we wspomnianym "Sklepie przy głównej ulicy". Rezerwacja na następny wieczór została złożona. Ciekawość mną kierowała i głód poznawczy, po samym filmie nie spodziewałem się niczego oszałamiającego. Tymczasem zrobił na mnie spore wrażenie, szczególnie grą aktorską.

Fabuła filmu Kadára i Klosa dotyczy czasów II Wojny Światowej. W niewielkim miasteczku gdzieś na terenie Czech instalują się nowe nazistowskie władze, w czym pomaga im część tubylczej ludności. Część tej ludność będzie stać nieoficjalnie w opozycji, a część będzie starała się żyć po staremu, zachowując dystans, czy to z apatii, czy to z racji zdroworozsądkowego podejścia. Takim osobnikiem jest Tono Brtko (Jozef Króner), stolarz i człowiek, który woli unikać konfrontacji z nowymi władzy. Jest w dużej mierze konformistą, a jego życiowa praktyka jest weryfikowana głównie przez prawa ekonomii, chociaż w poglądach zachowuje sporą niezależność. Pewnego dnia szwagier kolaborant załatwia mu sklep pewnej Żydówki. Tak się jednak składa, że Żydówka, czyli Rozalia Lautmann (Ida Kamińska) nie przyjmuje do wiadomości nakazu oddania sklepu, poza tym okazuje się, że nie łatwo będzie zaopatrzyć sklep na własną rękę. Ostatecznie Tonko postanawia ulokować się w sklepie jako zarządca, a w rzeczywistości jako pomocnik Rozalii. Pozna w ten sposób nieco bliżej społeczność żydowską, co da mu bardziej trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. Niestety, represje zaczynają się nasilać, a ich finałem będzie deportacja Żydów...

Można by pomyśleć z opisu, że film jest słodką opowieścią o odkrywaniu "inności", akceptacji, tolerancji i stopniowej ewolucji bohatera. Ale tak nie jest. Film jest historią człowieka przeciętnego, który zostanie wystawiony na próbę, a jego obecność w sklepie Rozalii bynajmniej nie uczyni z niego bojownika o wolność naszą i waszą. Brtko jest po prostu zwyczajnym i prostym mężczyzną, u którego odwaga nie stoi w pierwszym rzędzie przymiotów. Zobaczy w Rozalii człowieka; zobaczy, że nie taki diabeł straszny, jak go malują afisze i przemowy, i zrozumie, że to nie powinno tak wyglądać. Albo inaczej: nie rozumie, że właśnie tak to wygląda. To uświadomienie nie wyruguje jednak jego różnych wad, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć w decydującym momencie. I to jest tragizm tej postaci. Tragizm postaci, która musiała dorosnąć do odwagi, a nawet bohaterstwa. Czy dorosła? Cóż.

Nominacja do Oscara dla Idy Kamińskiej powiedziała mi, czego powinienem spodziewać się po jej roli. I nie zawiodłem się. Rzeczywiście gra ona trochę już nieobecną (z racji głuchoty) starszą panią, z charakterystycznym, nieco przymilnym sposobem mówienia. To bardzo dobra rola, chociaż fakt faktem nie mogła się w żaden sposób mierzyć tamtego roku z Elizabeth Taylor i jej rolą w "Kto się boi Wirginii Woolf". Natomiast zaskoczył mnie kompletnie Jozef Króner w roli Tonki Brtko. Fenomenalna rola, trochę autoironiczna i wyposażona w dawkę czarnego humoru, ale przy tym zachowany zostaje ciągle margines na powagę i dramatyzm tej postaci. Zostaje zachowany i wykorzystany przez Krónera w odpowiednich momentach. Wspomniany czarny humor, delikatne akcenty odrealniające rzeczywistość, autoironia wpisana w sylwetki niektórych postaci, a szczególnie w postać Brtko, są znakiem markowym czeskiego kina. Efekt jest taki, że historia zachowuje w pełni swój dramatyczny potencjał, a przy tym nie wali ordynarnie po oczach brutalnymi "prawdami" o człowieku i jego zezwierzęceniu. Tam gdzie trzeba, a więc szczególnie, gdy idzie o Tonkę Brtko, powstaje nić zrozumienia, pomiędzy nim a odbiorcą. Końcówka filmu wystawia więc na próbę nie tylko bohatera, ale również nas... Zaufaliśmy Tonce? Sobie? Takie pytanie można zadawać w tych końcowych partiach filmu, które niespodziewanie przynoszą zenit emocji i napięcia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz