sobota, 14 kwietnia 2012

"Czarna suknia" (1967)



"Czarna suknia" Janusza Majewskiego jest średniometrażowym filmem z 1967. Jak w przypadku wielu filmów polskich tamtego okresu, tak i ten odszedł już w zapomnienie. Tej zbiorowej amnezji potępiać jednak nie będę, niektóre filmy nie mają po prostu siły przebicia, szczególnie, gdy umieszcza się je w tak kameralnej przestrzeni, jak to ma miejsce w "Czarnej sukni". Z drugiej strony chciałbym sobie teraz sam zaprzeczyć, wszak film pod względem scenariusza nie jest może wybitnie przekonujący, a pewna statyczność zaprezentowanej historii nie daje dziełu odpowiedniego potencjału dramatycznego, niemniej obecność Idy Kamińskiej i Aleksandry Śląskiej rekompensuje te braki, a nawet więcej, zwraca je z nawiązką.

Przedstawioną w filmie historię prezentuje nam z perspektywy czasu Joanna (Aleksandra Śląska). Warto nadmienić, że podobny zabieg z wykorzystaniem Śląskiej zastosowano w "Pasażerce". Tam postać grana przez artystkę rodem z Katowic również wracała we wspomnieniach, tyle że do obozowych czasów. Tutaj rzecz także dotyczy wojny, a dokładniej mówiąc trudnych powrotów do domu. Joanna traci na wojnie męża, ale dowiaduje się, że jego matka (Ida Kamińska) wciąż żyje. Wraca więc do niej, ale nie ma odwagi powiedzieć jej o śmierci syna. Postanawia okłamywać starszą kobietę. Z czasem stanie się to coraz trudniejsze, nie tylko z powodów formalnych (coraz więcej zaprzeczeń i wybiegów budzi coraz więcej podejrzeń), ale także z racji problemów natury emocjonalnej i psychicznej.

Jeśli uzmysłowimy sobie, że przestrzenią obecną w filmie jest właściwie jedno niewielkie pomieszczenie; jeśli dodamy do tego bardzo oszczędną osnowę fabularną, zrozumiemy, jak wiele spoczęło na barkach obu aktorek. To one musiały podjąć trud nadania temu dziełu dramaturgii. I zrobiły to bardzo dobrze, chociaż w przypadku Śląskiej i Kamińskiej nie powinno to być zaskoczeniem. Umiejętność ukazania wewnętrznego napięcia, niespójności i rozjątrzenia uchodzi za rys charakterystyczny aktorstwa tej pierwszej, a taką postać przyszło jej grać w "Czarnej sukni". Aktorka może pozornie zwodzić swoją obojętnością i eterycznością; brakiem emocjonalnego zaangażowania, które byłoby demonstrowane jawnie i bez masek, ale pod tym wszystkim pulsują uczucia. A jeśli będziemy mieć jeszcze wątpliwości to bolesny krzyk Joanny rozwieje je. Ida Kamińska gra w tym filmie stronę aktywną, drążącą, tę która emocje nosi na wierzchu. Wszystko oczywiście bez cienia przerysowania, z autentyzmem, czasami tylko to napięcie wytworzone przez obie kobiety koliduje ze statycznym obrazem i zawieszeniem fabuły w próżni. Tak, jak napisałem, to wszystko, co ten film ma do zaoferowania przechodzi na grę obu aktorek. Warto jednak obejrzeć. Warto właśnie dla Kamińskiej i Śląskiej.

(Zdjęcia plakatu nie znalazłem, toteż wstawka z filmu)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz