niedziela, 29 kwietnia 2012
"Do widzenia, do jutra..." (1960)
Może powinienem się zacząć martwić? Czuję, że dałem się zauroczyć romansowi. Z drugiej strony nie wiem, kiedy ostatni raz oglądałem romans taki, jak "Do widzenia, do jutra..." Janusza Morgensterna. Może nigdy? A może błędem jest nazywanie tego dzieła romansem? Tak, wpadłem w ramiona nostalgii za sprawą tego filmu, a u źródeł tej nostalgii tęsknota za...tęsknotą. Może w przyszłości, gdy zdarzy mi się tu zajrzeć i przeczytać te słowa, zdołam się przynajmniej usprawiedliwić późną godziną.
"Do widzenia, do jutra..." to historia - jak nas informuje w prologu główny bohater Jacek (Zbigniew Cybulski) - bardzo zwykła, jedna z wielu. Opowieść toczy się w powojennym Gdańsku. Wspomniany Jacek, który pracuje w kabarecie, spotyka młodą Francuzkę, Margueritte (Teresa Tuszyńska), w której się zakochuje. I...tak, to prawie już wszystko. Kilka spotkań, próba zatrzymania chwili i wpisana w to wszystko tęsknota za czymś pełniejszym, trwalszym i niemożliwym do zrealizowania. Oboje to wiedzą, a my wiemy, że jedno z nich pragnie tego trwalszego i pełniejszego. A może dyskretne łzy tej drugiej osoby w jednej z ostatnich scen są dowodem, że oboje dzielą te pragnienia? A może to tylko krople deszczu...
Film jest czarujący. Kompletnie pomija pewien romansowy schemat (czyli spotkanie, przeszkoda, rozstanie, powrót) swoją esencję odnajduje zaś w ulotnych chwilach i dialogach pomiędzy bohaterami (nie tylko między Jackiem i Margueritte, ale równie między innymi). Nie ma tu celu, nie wyczekujemy tego, co będzie za chwilę, to tylko nostalgiczne "teraz", które nosi już w sobie przyszłe "kiedyś". Coś, czego nie da się ocalić. Nie byłoby magii tego filmu, a właśnie tym słowem należałoby określić atmosferę "Do widzenia, do jutra...", gdyby nie piękna muzyka Krzysztofa Komedy i zdjęcia Jana Laskowskiego. Z Gdańskiem w tle, odbudowywanym, skąpanym w deszczu i słońcu, na plaży, film snuje się niczym marzenie. I tak chyba należy go traktować: jako opowieść o nieziszczalnym marzeniu. Jak mówi Margueritte, radość nie może trwać długo, potem zaczyna się już tylko przyzwyczajenie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz