sobota, 31 grudnia 2011
"Popiół i diament"
Pamiętam, jakie mieszane uczucia wzbudziła we mnie powieść Jerzego Andrzejewskiego "Popiół i diament". Chodzi oczywiście przede wszystkim o warstwę ideologiczną, ale również o artystyczny kształt utworu, który był w dużej mierze konsekwencją tej pierwszej. Operowanie jaskrawymi kontrastami, sprzecznościami, postaciami papierowymi i nieumiejętność szerszego ujęcia lokalnej społeczności (główna oś fabularna skupiała wokół siebie wszystkie postaci, co skutkowało czasami zbiegami okoliczności i przypadkami właściwymi dla literatury pociągowej) - wszystko to nie pozwoliło mi ocenić pozytywnie powieści Andrzejewskiego. Pomny na te doświadczenia z oporem podszedłem do filmowej adaptacji w reżyserii Andrzeja Wajdy. I chociaż nie uważam filmu za arcydzieło - a wielu jest tego zdania - to jednak nie sposób nie przyznać, że z literacku pierwowzoru wykrzesano co się dało.
Czynnikiem, który znacząco przyczynił się do podniesienia walorów "Popiołu i diamentu" jest odciążenie dzieła z balastu ideologicznego, którego ordynarnym nośnikiem były wątki rodziny Kosseckiego i młodych chłopców z groteskowym Jerzym Szretterem na czele. W filmie Wajdy już tego nie ma; tym samym zmienia się też rola komunisty Szczuki, który na zasadzie kontrastu (i dzięki różnym bełkotliwym ideologicznie wypowiedziom) był w książce chodzącą relikwią systemu komunistycznego. Reżyser zminimalizował tę postać albo przeciwnie: dał jej uniwersalne ramy człowieka; człowieka po prostu, nawet bez zagłębiania się w niuanse niewinności i winy. Minimalizacji uległa ogólnie treść pierwowzoru, doprowadzając do ulokowania akcji prawie wyłącznie w hotelu "Monopol", co tylko pomogło dziełu z przyczyn wyżej już nakreślonych,
Wajda skupił się zaś przede wszystkim na wątku Macieja Chełmickiego, którego brawurowo zagrał Zbigniew Cybulski. Rzadko sam sobie pochlebiam, ale teraz jestem wyjątkowo zadowolony z użytego słowa; tak "brawurowo" to wyjątkowo adekwatne określenie. Cybulski swojej buntowniczej, żywotnej postaci nadał stygmat zatracenia. Jest to rola bardzo efektowna i nie dziw, że tak wiele osób zachwyca się nią. Rzeczywiście trudno nie docenić jej siły przyciągania, ale jednocześnie zastanawiam się, ile był w tym niezamierzonego, nie-aktorskiego naddatku. Trudno wyznaczyć tę granicę między emanacją uroku osobistego aktora, a jego umiejętnościami. Porównania z Jamsem Deanem raczej uzasadnione są więc w przypadku Cybulskiego. Ale nie tylko on zagrał swoją wielką rolę w "Popiele i diamencie". Wielkie ukłony w stronę Adama Pawlikowskiego, który wcielił się w Andrzeja. Jego gra sytuuje się na drugim biegunie tego, co pokazał nam Cybulski i nie jest to zarzut. Jedni potrafią przyciągnąć widza ekspresją i efektem, a inni wyjątkowym minimalizmem użytych środków. Andrzej jest niezwykle enigmatyczny i zamknięty w sobie, ale już na początku zauważamy, że dusi coś w sobie; że jest jeszcze jakaś druga strona jego osobowości, wewnętrzny dramat i wątpliwości. Nie gorsza to aktorsko rola od tej Cybulskiego, a nieco mniejsze uznanie dla niej (w porównaniu z tamtą) wynika tylko z zewnętrznego poloru efektownej gry naszego Deana i oczywiście z mniej wyeksponowanego wątku. Są też w filmie perełki drugoplanowe. Prym wiodą Bogumił Kobiela w roli J. Drewnowskiego i Stanisław Milski jako redaktor Pieniążek - pierwszy w każdym geście i słowie fenomenalnie odtworzył karierowicza ze słomą wystającą z butów, drugi maksymalnie wykorzystał potencjał postaci w stanie nieważkości.
Film nie byłby tak dobry, gdyby jego wartość tkwiła wyłącznie w fabularnej oszczędności i rolach Cybulskiego, Pawlikowskiego, Krzyżewskiej i Kobieli. O jego artyzmie decydują w dużej mierze świetne zdjęcia Jerzego Wójcika, doskonale łączące w sobie wizualne mistrzostwo (gra światłem, umiejętność najbardziej wydatnego uchwycenia aktora i przedstawionej sytuacji, dynamika i statyczność w odpowiednich momentach) z symbolizmem. Tylko momentami ten drugi wydawał mi się zbyt mocno eksponowany, za czym zdecydowanie nie przepadam. Ogólnie jednak film mnie nie rozczarowało, przeciwnie jest dobry, ba nawet jestem w stanie zrozumieć tych, którzy widzą w nim coś więcej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz