czwartek, 6 października 2011

"Skrzydła nadziei"



Pod koniec roku 1972 Werner Herzog był już przygotowany do kręcenia jednego z największych swoich dzieł: "Aguirre, gniew boży". Był zainteresowany konkretnym lotem, ale miejsca były już wykupione. Jak się okazało, los okazał się łaskawy dla niemieckiego reżysera. Samolot, którym miał początkowo lecieć twórca "Skrzydeł nadziei" rozbił się w peruwiańskiej dżungli z 92 pasażerami na pokładzie. Znalezienie śladów katastrofy w bezkresnym morzu zieleni okazało się zbyt trudne. Po dziesięciu dniach zaprzestano poszukiwań. Po dwóch dniach od podjęcia tej decyzji pojawiła się Juliane Koepcke, siedemnastoletnia dziewczyna. Była jedyną ocalałą osobą z tej katastrofy.

Bohaterka tego dokumentu, Juliane Koepcke, w chwili jego kręcenia była już dorosłą kobietą z mężem u boku. Werner Herzog zabrał ją w miejsce tragedii, aby zrekonstruować wydarzenia z tamtego feralnego dnia. Kopecke straciła w katastrofie matkę, a uratowała się głównie dlatego, że jej fotel wyleciał wcześniej z samolotu. Drzewa zamortyzowały upadek i sprawiły, że dziewczyna przeżyła. Dalsza część jej historii to przedzieranie się przez gąszcz roślin. Juliane była Niemką, ale mieszkała w Ameryce Południowej i była blisko z naturą. Dżungla nie była jej całkowicie obca i to niewątpliwie także zwiększyło jej szanse przeżycia. Miała świadomość, że znalezienie rzeki pomoże jej w znalezieniu człowieka. I rzeczywiście ta myśl - i zapewne spora doza szczęścia - zaprowadziła ją do drwali pracujących w dżungli. Juliane była uratowana.

Bohaterka filmu nie uzewnętrznia się w nim mocno. Nie wiem, czy Herzogowi udało się wydobyć przeżycia Kopecke na światło dzienne i to nie tyle w formie werbalnej, co na poziomie empatii. Kobieta przeżywa to w skupieniu, chowając emocje w środku. Podczas oglądania "Skrzydeł nadziei" odnosiłem wrażenie, że nie jest przygotowana na to spotkanie z przeszłością; że jest albo stara się być nieobecna. Ta nieobecność głównej bohaterki odbiera akcent dramatyczny i możliwość współodczuwania. Odbiorca musi sobie sporo dopowiedzieć, bo film daje tylko mglisty pretekst ku snuciu jakichś refleksji. Ciężko jest odpowiedzieć, czy jest to historia o utraconej przeszłości, roli przypadku w życiu człowieka, czy też opowieść o dziewczynie, która przeżyła tyle dni sama w dżungli. Wszystko to przewija się przez "Skrzydła nadziei", ale bez wyraźnej siły. Myślę, że film Herzoga wcale nie odkrywa przed nami historii Juliane Kopecke. Może dlatego, że sama główna bohaterka nie była jeszcze gotowa, aby ją odkryć przed nami i przed sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz