wtorek, 6 września 2011
"Kraina ciszy i ciemności"
Mniej więcej pół roku temu zapoznałem się z filmem Davida Lyncha, pt. "Człowiek słoń". Amerykański reżyser oparł się w nim na autentycznej historii Johna R. Merricka - człowieka o mocno zdeformowanym ciele. Film spodobał mi się, ale z pewnym żalem przyjąłem fakt, że Lynch uciekł od pytań natury esencjalnej i nie pytał o człowieczeństwo jako takie. Ograniczył się za to do perspektywy społecznej, co nie mogło pobudzić tak mocno widza. Dość niespodziewanie, to czego oczekiwałem wtedy, dostałem wczoraj w jednym z wcześniejszych dokumentów Wernera Herzoga. Mowa o "Krainie ciszy i ciemności" z 1971 roku.
Niemiecki twórca pokazuje w swoim filmie historię niewidomej i niesłyszącej Fini Straubinger. Kobieta straciła wzrok w wieku piętnastu lat, a słuch trzy lata później. Przez dłuższy czas żyła przywiązana do łóżka, jednak my widzimy ją już jako osobę aktywną. Fini pomaga osobom, które tak, jak ona, zostały dotknięte przez los. Jedyną możliwością komunikacji dla nich jest wyjątkowa metoda wystukiwania słów i zdań na dłoni. W dwóch sekwencjach Herzog z niesamowitą wrażliwością zawarł istotę dramatu tych ludzi. Najpierw widzimy pięć osób siedzących na łóżkach. Siedzą oddzielnie, a jednak tak blisko siebie i tak blisko kamery (wydaje się, że są przed nami). Wiemy, że są niewidome i niesłyszące, a jednak jeszcze nie dociera do nas to, co widzimy. Po chwili na ciemnym ekranie pojawiają się słowa: "Kiedy opuścisz moją dłoń, to tak jakbyśmy byli tysiące mil od siebie". Tego nie trzeba nawet komentować.
Napisałem we wstępie, że dokument Herzoga dał mi to, czego zabrakło we wspomnianym dziele Lyncha (oczywiście teraz zdaję sobie sprawę, że te filmy to dwa różne światy). I teraz, gdy o tym myślę, uświadamiam sobie, że nie chodzi o prawdę obiektywną. Rzecz nie leży w kwestionowaniu bądź negowaniu człowieczeństwa (to byłoby głupotą!), ale w tych ludziach i w ich życiu. To nie nasze myślenie o nich jest ważne, ale ich życie; ich życie samo w sobie. Przez tę tajemnicę najtrudniej jest się przedrzeć w przypadkach skrajnych, kiedy człowiek jest niewidomy i niesłyszący od urodzenia. Czasami, jak w przypadku Haralda, taką osobę daje się "aktywować" i nauczyć pewnych rzeczy, chociaż jak mówi sam Herzog (dokument wyposażony jest w jego oszczędną narrację) tajemnicą pozostanie, jakie wyobrażenie mają te osoby o ideach abstrakcyjnych; w innych przypadkach osoba nie włącza się w ogóle do życia. Tak jest z 22-letnim Vladimirem Kokolem, który poza spełnianiem podstawowych funkcji biologicznych (z pomocą ojca) nic nie rozumie. My nie mamy wątpliwości co do człowieczeństwa Kokola (wybaczcie mi te bezwstydne truizmy, ale musiałem do tego dojść na przestrzeni lat), ale co czuje Vladimir? Jak odnajduje się w swoim życiu? To jest tajemnica.
Herzog zbliżył się do niewidomych i niesłyszących. Widziałem już mnóstwo filmów niemieckiego reżysera, w tym "Zagadkę Kaspara Hausera" i wiem, że mało jest osób o takim wyczuciu i wrażliwości. Nie było tu pietyzmu i współczucia, bo to nie nasza perspektywa jest tu ważna, ale istnienie tych osób. Jakże śmiesznie wyglądają przy jego dziełach te wszystkie deliberacje na temat inności różnych grup mniejszościowych. Jak bardzo powierzchowna jest ich definicja inności i człowieczeństwa. Ograniczona do społecznej aprobaty bądź dezaprobaty daje się wciągnąć w wir politycznych utarczek i bzdurnej wymiany ciosów. Tymczasem Herzog na przestrzeni lat naprawdę mówił o inności i o tajemnicy życia, która jest często dla nas nieprzekraczalna. Jej istnienia nie da się jednak zanegować. Wspaniały dokument.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz