Jest już w pół do trzeciej i ssie mnie w żołądku - tak asekuracyjnie zaznaczam, gdybym kiedyś próbował przeczytać ten wpis. Obejrzałem "Nosferatu wampir" Wernera Herzoga, remake słynnego filmu F. W. Murnau z 1922 roku - "Nosferatu - symfonia grozy". Jak zwykle zaburzyłem sobie tym samym chronologię, niemniej nie wpłynęło to na negatywny odbiór dzieła. Nie zawiodłem się na niemieckim reżyserze, chociaż zgoła nieludzka aparycja i duchowość postaci granej przez Klausa Kinskiego uniemożliwiła mi wzniesienie się na ten sam poziom empatii, co w "Aguirre, gniew boży" i "Zagadce Kaspara Hausera". Zupełnie nie przekreśla to jednak klimatu filmu, wspaniale oddanego przez scenografię, muzykę, zdjęcia natury. Perfekcyjna gra Kinskiego, szczególnie podczas pierwszego spotkania z Johnatanem Harkerem. Tak na dobrą sprawę, musiał grać przede wszystkim oczami i zrobił to świetnie. Isabelle Adjani to druga perła w tym filmie, a na poły erotyczna scena z wampirem robi wrażenie. Niczego nie można zarzucić też Bruno Ganzowi, który - mając u boku niezwykle sugestywnego Kinskiego w jeszcze bardziej sugestywnej roli, a także majestatyczną i dumną Adjani - nie został zepchnięty w cień. Jego bohater jest równie istotny. No i nie sposób nie wspomnieć o Reinfeldzie, w którego wcielił się Roland Topor. Jest opętańczy śmiech to złowieszcze tło dla historii Nosferatu i doskonałe dopełnienie muzyki, mówiąc nieco żartobliwie. Świetny film.
Kończę już...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz