Oficjalnie festiwal "Dwa Brzegi" dobiega już końca. Ja pożegnałem się z nim nieoficjalnie dzisiaj. Zrobiłem sobie na zakończenie dłuższy maraton złożony z filmu dokumentalnego "Lekarze" i "Erratum" Marka Lechkiego. Ten pierwszy poprzedzony był krótkometrażówką "Kaczyka. Jest takie miejsce". Tytułowa Kaczyka jest miejscowością w Bukownie południowej na terenie dzisiejszej Rumunii. Rozwój miasteczka datuje się od końca XVIII w., kiedy to postanowiono rozbudować tam kopalnie soli. Kaczyka była dużym ośrodkiem społeczności polskiej aż do I Wojny Światowej, która doprowadziła miasteczko do upadku. Od tamtej pory datuje się stopniowy regres i przede wszystkim wynarodowienie mieszkających tam rodzin Polaków. Żyje tam między innymi pan Michał, emerytowany kolejarz, który prowadzi Dom Polski. Sam mówi już słabo w języku przodków. Niestety, wymowa filmu jest mało optymistyczna. Nad miasteczkiem i polską społecznością unosi się aura zamierania i wygasania. Coraz więcej osób mówi tam po rumuńsku, także tych z korzeniami polskimi. Pan Michał chyba także ma świadomość, że nie uda się już tego podźwignąć, chociaż z tak jawnym pesymizmem nie zdradza się przed kamerami. Z filmu nie dowiadujemy się też za bardzo, jakimi inicjatywami może pochwalić się Dom Polski poza organizowaniem chóru. Smutny, nostalgiczny obraz.
"Lekarze" Tomasza Wolskiego to niezwykle ciekawy dokument, który bez upiększeń pokazuje nam pracę w jednym ze szpitali. Obserwujemy zawód lekarzy od kuchni wraz z ich specjalistycznym językiem, specyficznymi anegdotkami i żartami, którymi muszą się bronić przed stresem. Dokument ten na pewno nie pozbawi nas szacunku do zawodu lekarza - trudnego i wymagającego silnej psychiki. O umiejętność połączenia tego z empatią jest już trudniej, ale niektórzy i to potrafią. Lekarze są tutaj na planie pierwszym, a pacjenci w tle, jednak laikowi nie sposób nie patrzeć z perspektywy tych drugich. Stąd czasami szacunek połączony jest ze strachem, jaki wywołują w nas chłodne, szpitalne korytarze. Nie zabraknie tego i tutaj.
"Erratum" jest filmem o przebaczeniu. Subtelność uczuć i psychologicznych niuansów miesza się tu z natrętnie eksponowaną symboliką i paralelami. Michał przyjeżdża do rodzinnego Szczecina na jeden dzień w sprawie służbowej, ale pech zatrzymuje go tam na dłużej. Żyje tam też jego ojciec, z którym nie ma kontaktu od kilkunastu lat. Ale nie martwmy się! Na Michała czekał już gotowy scenariusz, inaczej bowiem nie da się określić tego zbiegu przypadków i symboli, które z uporem będą go nakierowywać na właściwą drogę. Ta wszech panująca nostalgia z czasem robi się aż zbyt pastelowa, zbyt ułożona odgórnie. Polecam "Panny z Wilka" Iwaszkiewicza w ramach odtrutki na to solidne, ale dalekie od rewelacji kino.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz