piątek, 5 sierpnia 2011
"101 Reykjavik"
Obejrzałem film Baltasara Kormákura pt. "101 Reykjavik". Dziełko to jest dalekim, islandzkim echem "Trainspotting" Boyle'a bez jego jawnie nihilistycznej, zaczepnej, a przy tym polemicznej wymowy. Mamy tu degrengoladę wartości i ideałów ubraną w apatyczny, chłodny humor. Bierność znajduje swoje zwieńczenie w pozornie optymistycznym zakończeniu. Ten optymizm chcą tam widzieć wielbiciele tego filmu, ale w istocie jest to gorzki obraz kondycji współczesnego człowieka; człowieka o zdezintegrowanej osobowości, który na otaczającą go rzeczywistość potrafi odpowiedzieć tylko w jeden sposób: relatywizmem. Film ratuje się - w moim odczuciu - od strony wizualnej i aktorskiej. Nie róbmy jednak z cynicznej komedyjki, która, ostatecznie, chce nam jeszcze wmówić happy end, arcydzieła. Ten humor zza bezpiecznej maski cynika i zużytego dekadenta nie czyni z "101 Reykjavik" obrazu inteligentnego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz