wtorek, 2 lipca 2013

"The Social Network" (2010)



Film Davida Finchera o Cukierbergu. Nie zachwycił, ale czas minął mi przy nim znośnie. Dlaczego nie zachwycił? Ano łączy się to skądinąd z zamieszczonym powyżej plakatem i wypisanymi na nim słowami. I ze zdjęciem rzeczonego głównego bohatera. Tylko, że Cukierberg odtwarzany przez Jessego Eisenberga jest zaledwie cieniem przemykającym pomiędzy kolejnymi ujęciami. Oczywiście można to zbyć stwierdzeniem, że główny bohater został do końca lekko odizolowanym nerdem żyjącym we własnym świecie, stąd mała dynamika w rozwoju głównego bohatera na jakimkolwiek poziomie. I niewielki poziom reagowania na bodźce. Cukierberg przeszedł obok życia projektując przy okazji swoje dziecko - fejsbuka, no i tyle. W tym filmie ciekawsza - może też lepiej zagrana - jest postać Eduardo Saverina (Andrew Garfield), wspólnika Cukierberga. Saverin nie był przygotowany do roli księgowego ogromnej koroporacji, a swoją przyszłość i nadzieje budował na więzach przyjaźni łączących go z głównym bohaterem. Ostatecznie doprowadziło to do tego, że część scen usytuowanych jest w dalszej przyszłości, kiedy to pomiędzy Saverinem a Cukierbergiem toczy się proces sądowy (w zasadzie idzie o polubowne dogadanie się obu stron czy coś w ten deseń). Ten pierwszy został praktycznie pozbawiony jakichkolwiek udziałów w firmie i to mu się nie spodobało. Przez film ciągnie się też inny konflikt, tym razem ścierający głównego bohatera z uniwersyteckimi prymusami - sportowcami, którzy zarzucili mu kradzież pomysłu. 

Film nie zachwycił, jak już napisałem. Główny bohaterem jest w założeniu Cukierberg. Jest, ale nie jest. Poziom reakcji na to, co go spotyka jest minimalny, może poza entuzjastycznym przyjęciem współpracy z Seanem Parkerem (Justin Timberlake). W sumie nie widać zatem, ani żeby go te 500 milionów "przyjaciół" mocniej poruszyło (dodajmy, że szał fejsbukowy, zasięg i potęga tego portalu mógł zostać lepiej pokazany, a kończy się w sumie dość kameralnie i bez szerszego kontekstu, z którym można by skonfrontować bohaterów), ani żeby konflikt z przyjacielem miał jakiekolwiek znaczenie, nie wspominając już o tych, którzy zarzucali mu złodziejstwo. Przecież nerd to też człowiek, o ile Cukierberga można nerdem określić. W moim odczuciu film podtrzymuje przy życiu i nadaje mu pewnej dramaturgii (w tym uzasadnienia dla fabuły) wątek wspomnianego Saverina. I jego problemy. To jego perspektywa jest bardziej zajmująca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz