sobota, 27 kwietnia 2013

"Rytuał" (1969)



"Rytuał" to film nakręcony przez Bergmana dla telewizji. Daleki kuzyn "Twarzy" i "Wieczoru kuglarzy". Film daleki od piękna i subtelności tamtych produkcji, męczący i odpychający, acz różnym snobkom na pewno przypadnie do gustu jego jaskrawa pretensjonalność. Pretensjonalność to zapewne celowa, doskonale ilustrująca degradację artysty na przestrzeni lat. Vogler z "Twarzy" nie mówił, byle nie pokazać światu prawdziwej osobowości, w "Rytuale" twórcza impotencja znajduje wyraz w mnożeniu niepotrzebnych słów. Przez godzinę będziemy patrzeć na trzech zdegenerowanych głupców, symbolicznie odcinających się watą słów od społeczeństwa. Z tego, że wygadują bzdury zdają sobie sprawę (chociaż w różnym stopniu w przypadku każdego z nich), a że stanowi to clue ich gorliwych prób wyjścia poza krępujące - w ich mniemaniu - ramy społeczne, toteż są konsekwentni w tej błazenadzie.

Bergman po swojemu splótł realistyczny wątek konfrontacji artysty ze społeczeństwem (Thea, Sebastian i Hans kontra przyziemny i zafascynowany nimi poniekąd sędzia) z metaforą wewnętrznej walki bohaterów. Ta ostatnia sprawia, że jedną z postaci (w tym wypadku sędziego) można traktować jako zakopane głęboko sumienie artysty, bądź też to, co wiąże go ze społeczeństwem. Każdy z artystów pokazanych w tym filmie konfrontuje się z sędzią. W zakończeniu to, co uosabia sędzia zostaje zamordowane, zwycięża zaś druga twarz artysty - maska. W uproszczeniu. 

Być może jest to film pesymistyczny. Być może powinna mnie poruszyć ta niemożność wyjścia poza błędne koło artystycznej kontestacji. Być może powinienem dostrzec w tym tragizm. I rzeczywiście coś mi mówi, że te postacie są tragiczne. Ale wyłącznie jako zagubieni, lekko schizofreniczni ludzie. Na szukanie jakichś formuł dla tragizmu artysty jednak się nie piszę. Na tym poziomie zaczyna się już dla mnie groteska i błazenada.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz