sobota, 10 września 2011

"Student z Pragi"



Tym razem sięgnąłem do źródeł niemieckiego kina i filmowego ekspresjonizmu. "Student z Pragi" Paula Wegenera i Stellana Rye'a jest bowiem pierwszym pełnometrażowym utworem nakręconym za zachodnią granicą, a ściślej mówiąc, to nawet nie za granicą, wszak dzieło pochodzi z 1913 roku, a więc z czasów, kiedy to dopiero mogliśmy myśleć o jakichś granicach.

Tytuł może być cokolwiek mylący, szczególnie dla warszawiaków, którzy chętnie widzą siebie w roli pępka świata, jednak film Wegenera i Rye'a nie opowiada historii studenciny z prawobrzeżnej Warszawy. Niemcy nakręcili swoje dzieło w Pradze, która dzisiaj dzierży miano stolicy Czech, a w 1913 była miastem monarchii austriacko - węgierskiej.  Tytułowym studentem jest młodzieniec o imieniu Balduin (w tę rolę wcielił się sam reżyser - Paul Wegener). Pomimo dużych umiejętności w szermierce i ogólnej popularności, jest on ubogim studentem, który miał nieszczęście zakochać się w hrabiance Margit (Grete Berger). Oczywiście z racji statusu społecznego i finansów nie ma on startu do tej wysoko urodzonej panny, tym bardziej, że jej ojciec obiecał ją baronowi Waldis - Schwarzenbergowi (Fritz Weidemann). W godzinie smutku i rozpaczy tajemniczy Scapinelli (John Gottowt) wychodzi z propozycją paktu. Oto ofiaruje Balduinowi sto tysięcy złotych monet, a w zamian będzie mógł poprosić o wszystko, co znajduje się w ubogim pokoiku studenta. Poczciwy młodzieniec zgadza się (kto by nie przystał na taką propozycję?). Scapinelli nieoczekiwanie zabiera lustrzane odbicie Balduina. Początkowo student to lekceważy, ale jak się okaże widmo nie da mu o sobie zapomnieć.

Opowiedziana w filmie historia bazuje na opowiadaniu "Wiliam Willson" Edgara Allana Poe oraz poemacie "Grudniowa noc" Alfreda de Musseta. Jak już można wywnioskować z powyższego opisu wykorzystano w niej motyw faustowski, a także dość charakterystyczny dla ekspresjonizmu motyw rozdwojenia jaźni. "Student z Pragi" jest jeszcze dość odległy od śmiałych wyczynów formalnych znanych z "Gabinetu doktora Caligari", "Metropolis" czy "Nosferatu", a jednak sam motyw enigmatycznego odbicia, które prześladuje Balduina, postać Scapinelliego oraz cyganki wprowadzają w tę dość klasyczną z ducha historię romansową niepokojący akcent dezintegracji jednostki będący zaczynem ekspansji tego motywu w późniejszych ekspresjonistycznych filmach. I to właśnie przede wszystkim decyduje o nazywaniu tego obrazu pierwszym dziełem ekspresjonizmu niemieckiego w kinie.

Film zestarzał się oczywiście znacznie bardziej od wspomnianego "Gabinetu doktora Caligari" i innych późniejszych dzieł z racji mniej ekspansywnej, dynamicznej i udziwnionej formy, a jednak nie powinniśmy mieć problemów z obejrzeniem go. Trwa niecałą godzinę, a gra aktorska nie pozostawia wiele do życzenia. Postaci ze "Studenta z Pragi" dałoby się nałożyć na ich odpowiedniki z "Gabinetu..." i o ile ciężko byłoby Gottowtowi przebić Wernera Kraussa finezją gry (obaj grali złych, demonicznych starszych panów), to Wegener poradził sobie lepiej w roli zgnębionego studenta od nie mniej zgnębionego przecież Friedricha Fehéra w roli Francisa. Na uwagę zasługuje też Lyda Salmonova w roli cyganki Lyduszki, której przyszło się trochę pogimnastykować w filmie Rye'a i Wegenera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz