piątek, 16 września 2011
"Portier z hotelu Atlantic"
Kolejnym dziełem, które zaliczane jest jeszcze do nurtu ekspresjonistycznego, a z którym przyszło mi się spotkać w ostatnich dniach, był "Portier z hotelu Atlantic" (1924) F. W. Murnaua. Do historii kina film ten przeszedł jednak głównie jako arcydzieło Kammerspielu - metody, która eksponowała bardziej psychologiczną stronę bohaterów przy pomocy odpowiedniej pracy kamery. L. H. Eisner była zresztą zdania, że status arcydzieła "Portier z hotelu Atlantic" osiągnął w dużej mierze dzięki ograniczeniu ekspresjonizmu do kilku scen i wybranych aspektów. Jej zdaniem pełnowymiarowe łączenie głębi psychologicznej z ekspresjonizmem znanym nam chociażby z "Gabinetu doktora Caligari" nie mogło przynieść niczego wybitnego. Murnau uniknął tego i nie próbował w ramach formalnego rozpasania przyglądać się z większą uwagę tytułowemu portierowi.
Główną postacią tego filmu jest bowiem portier hotelowy, którego gra Emil Jannings. Przyjdzie nam go poznać jeszcze w jego szczęśliwych dniach. Funkcja jaką pełni napełnia go wielką dumą i radością; nie wynika to też wcale z jego paranoicznego mniemania. Eisner pisała w następujący sposób o filmie Murnaua: "Jest to tragedia prawdziwie niemiecka, zrozumiała wyłącznie w kraju, w którym mundur jest bogiem".* Istotnie ludzie z najbliższego otoczenia portiera, a więc biedota i klasa pracująca wśród której mieszka, darzą go (a raczej, jak się właśnie przekonamy, jego mundur i funkcję) wielkim szacunkiem. Postać grana przez Janningsa wydaje nam się na początku potężna, co osiągnięto m. in. dzięki metodzie kamerowania od dołu, przez co portier wydaje nam się większy. Tragedia wisi jednak w powietrzu już od pierwszych minut. Mężczyzna ma już bowiem swoje lata i dyrektor hotelu widzi, że jego pracownik nie bardzo już sobie radzi z dźwiganiem ciężarów. Na portiera spada cios; zostaje zdegradowany do roli posługacza w męskiej toalecie. Mundur idzie w odstawkę, a on sam zakłada biały kitel. Ludzie odwracają się od niego. Przygarbiony i mały (kamera bardziej z góry) zmaga się z tragedią, która go spotkała.
"Portier z hotelu Atlantic" ma jednego bohatera i jest nim tytułowy mężczyzna. Aby w pełni wydobyć dramat portiera Karl Freund, stojąc za kamerą, zastosował cały szereg chwytów i innowacji. Wprowadził ruchomą kamerę, zbliżenia i pół - zbliżenia, czasami o fenomenalnej intensywności, która nawet dzisiaj jest rzadko spotykana, jak ta, kiedy to dostajemy zbliżenie na przerażoną twarz siostry (Emilie Kurz) portiera. Nie od rzeczy będzie powiedzieć, że Kammerspiel nie wziął się znikąd. Naprawdę czujemy, że bez odpowiedniej pracy kamerą "Portier z hotelu Atlantic" nie ukazałby nam w pełni dramatu postaci granej przez Janningsa. Trafionym pomysłem okazała się także rezygnacja z napisów, które na zasadzie przerywników (dialogów, narracji i komentarzy) funkcjonowały wcześniej w niemych filmach. Dzięki temu przemawia do nas obraz i to kamera ma nam coś do opowiedzenia, nie wspominając już o tym, że film nabiera jeszcze większej płynności. Ekspresjonizm przejawia się głównie w onirycznej scenie balu, niezwykle sugestywnej i porywającej widza w środek biesiady, ale bez tracenia perspektywy portiera, bo we śnie także jest on w centrum. Mieszane uczucia może budzić Jannings, który momentami trafia swoją grą prosto w nasze serce, by innym razem razić przesadą i ogromnym pietyzmem, acz to wynika ze specyfiki czasów. Dzisiejszy odbiorca jest odporny na takie manifestacje cierpienia z powodu utraty munduru; mnie także się to udzieliło. Alternatywne zakończenie z happy endem, to już wytyczna Uniwersum Film AG, która nie chciała pesymistycznego finału tej historii. Murnau w napisach poprzedzających ostatnie sceny bez ogródek zaznaczył jednak, że ma świadomość, iż takie rozwikłanie dramatu nie byłoby możliwe w realnym świecie. Mamy więc niejako dwa zakończenia, ale prawdę mówiąc, to i ten happy end przy pewnym wysiłku wyobraźni daje inne możliwości interpretacji.
* L. H. Eisner, "Ekran demoniczny", wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011, s. 109.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz