30 lipca rozpoczął się V Festiwal Filmu i Sztuki "Dwa Brzegi". Przez ten czas spragnieni kultury ludzie mogą raczyć się nią w Puławach, Janowcu nad Wisłą, Mięćmierzu i nade wszystko w Kazimierzu Dolnym. Spotkania ze znanymi ludźmi kina (i nie tylko), filmy (w tym krótkometrażowe), koncerty, wystawy, spektakle - w to wszystko obfituje festiwal, to też każdy powinien znaleźć coś dla siebie.
Dzień otwarcia i następny ominęły mnie - albo właściwiej mówiąc - to ja na śmierć zapomniałem o tym wydarzeniu, czego wstydzę się sam przed sobą. Postanowiłem nadrobić więc trochę te dwa stracone dni i wybrałem się dzisiaj do Puławskiego Ośrodka Kultury, to jest: "Domu Chemika". Przywitał mnie przaśny zapach starości i nadjedzonych przez czas, socrealistycznych z ducha, mebli. W holu na piętrze zaś ukazały się moim oczom doskonale korespondujące z otoczeniem, nie mniej przaśne, zdjęcia dokumentujące pracę nad "Krzyżakami". Domyślam się, że docelowo przeznaczone do zwiedzania wieczorem (który latem przychodzi po 20) przy sztucznym oświetleniu, bowiem w dzień półmrok skutecznie udaremnił mi próby przyjrzenia się połowie fotografii. W holu na dole znajdują się zdjęcia dokumentujące 35 lat Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni rodem z Muzeum Kinematografii w Łodzi. Ta wystawa znajduje się w znacznie dogodniejszym miejscu, bo przy oszklonej ścianie. Przyznaję, że z większym zajęciem czytałem informacje o rzeczonych festiwalach, aniżeli patrzyłem. Acz zdjęcia też warto obejrzeć w ramach socjologicznej edukacji, bowiem mamy tu podróż od estetyki socrealizmu po bardziej glamowe imprezki współczesnego salonu. Swoją przedpołudniową wizytę zakończyłem próbą zakupu biletów, ale kasa czynna jest od 12. Wybrałem się więc do biblioteki i po 30 minutach byłem z powrotem. Karnet na cztery seanse kosztował mnie tylko 10 zł. Nie sposób nie skorzystać.
Tak się niefortunnie złożyło, że na swój pierwszy festiwalowy film wybrałem animowanego "Jeża Jerzego" w reżyserii Wojtka Wawszczyka. Skusiła mnie rzekoma satyra na polskie społeczeństwo, bezmyślny konsumpcjonizm i naiwność nastolatków, którzy dają sobie wcisnąć byle co. Jak się okazało satyra owa składa się z niezwykle wyeksploatowanych rekwizytów ubranych do tego w nieszczególnie śmieszne gagi, a mówiąc dosadniej: prymitywne. Głos pod tytułowego Jeża podkłada czołowy produkt marketingowy made in Poland, tzn. Borys Szyc. Jest tam też Maria Peszek, Maciej Maleńczuk i parę innych gwiazd, w tym Leszek Teleszyński. Ale nie ratuje to filmu. Film leży fabularnie i ratuje się akcją, ewentualnie powtarzanymi do znudzenia żartami (np. nieustannie pierdząca kopia Jeża). Nawiasem mówiąc film wpisuje się w schemat obrazów, które krytykują, kontestują i celują w głupotę tych czasów; głupotę którą rodzą media, ale w istocie opierają się na tych samych fundamentach. Jeśli jest tu jakaś satyra, to jest ona trzecim albo i czwartym planie, bo dominuje przede wszystkim rozrywka najniższych lotów.
Może jutrzejszy dzień w Kazimierzu przyniesie coś lepszego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz