wtorek, 2 sierpnia 2011

Kazimierz Dolny - "Nie płacz" i "Zabicie ciotki"

Zgodnie z zapowiedzią wybrałem się dzisiaj do Kazimierza Dolnego, głównie po to, aby obejrzeć "Nie płacz" i "Zabicie ciotki" Grzegorza Królikiewicza. Przy okazji przypomniałem sobie, dlaczego nie lubię komunikacji miejskiej. Otoczony niewiastami w wieku przedemerytalnym i emerytalnym musiałem wysłuchiwać złorzeczeń na świat, utyskiwań na dzisiejsze czasy i zepsutą młodzieżą. Nie twierdzą bynajmniej, że jest idealnie. Ba! Jest kiepsko, ale od strony formalnej takie narzekania wyglądają paskudnie. Z mojej perspektywy te osoby już nie żyją, ale wszak nie liczy się czyjaś perspektywa, tylko to, co sami czujemy, więc jeśli tym paniom nie przeszkadza wegetacja, to czemu by tak nie żyć? Proszę bardzo.

W Kazimierzu Dolnym ostatni raz byłem wieki temu, toteż nie uniknąłem logistycznej pomyłki. Wysiadłem o jeden przystanek za daleko, na szczęście, szybko dotarłem na miasteczko festiwalowe. Przyznaję się bez bicia, że ograniczyłem się dzisiaj tylko do wspomnianego już filmu, a szerzej zakrojone zwiedzanie planuję na czwartek.

 Przed seansem zostaliśmy uraczeni krótkim komentarzem samego Królikiewicza. Tak, tak, reżyser użyczył swojej materialnej powłoki na potrzeby Festiwalu, a w czwartek będzie dawać lekcję kina. Zapowiada się interesująco. Ze wstępu odautorskiego dowiedzieliśmy się, że filmy łączy w jakimś stopniu formuła przełamywania wieku "dziecięctwa" i wchodzenia w wiek dojrzałości. "Zabicie ciotki" to obraz oparty na powieści Andrzeja Bursy pod tym samym tytułem. W kontekście tego utworu pojawiła się kolejna wskazówka reżysera, któremu - wzorem Bursy - przyświecała chęć refleksji nad etycznym wymiarem zbrodni dokonanej w myślach. Czy granica między czynem a myślą jest wyraźna, a może z moralnego punktu widzenia nie jest to wcale takie oczywiste? Cóż, dla mnie jest to raczej oczywiste, toteż ten wstęp trochę ostudził mój zapał.

Na początek zapoznaliśmy się z krótkometrażowym "Nie płacz". Impresyjka ta pokazuje pożegnanie grupy mężczyzn z cywilnym życiem. Otóż udają się oni do wojska. rzecz dzieje się na dworcu i ma iście transowy charakter. Niesamowita dynamika obrazu, dźwięków, bębnów, pocałunków, spojrzeń stanowi maksymalizację  wolności w bliskiej perspektywie zniewolenia mundurowego.

"Zabicie ciotki" to obraz niezwykle mroczny i psychodeliczny ze sporadycznymi elementami czarnego humoru. Nie da się ukryć, że jest to nie lada wyzwanie dla widza w kolorowym i magicznym Kazimierzu. Film od początku przytłacza nasz niesamowitym zagęszczeniem myśli głównego bohatera, a także scenerią. Przez pewien czas może nam się wydawać, że próba surrealistycznej podróży po meandrach wyobraźni Jurka jest sklejona dosyć karkołomnie, ale im dłużej film trwa, tym lepiej to wygląda. Doskonale wpisała się w to próba uchwycenia dojrzewania - fakt faktem, że w dosyć skrajnej formie, ale można i tak. Na niezwykły klimat składają się nie tylko zdjęcia i scenografia, ale również udźwiękowienie. Różne dziwaczne odgłosy wbijają się tu miejscami klinem w ciszę. Nie ma w nich rytmu, symetrii, ładu, toteż doskonale korespondują z nie do końca najlepszą kondycją psychiczną głównego bohatera. Jeśli już przy udźwiękowieniu jesteśmy, to w ramach dygresji wspomnę, iż na jakieś 10 minut zostaliśmy od dźwięku odcięci z powodu ogromnej ulewy, która runęła na namiot kompletnie uniemożliwiając dosłyszenie wypowiadanych kwestii. "Zabicie ciotki" to film bardzo ciężki, od strony audiowizualnej świetny i na dobrą sprawę ciekawie interpretujący dojrzewanie młodego człowieka. Chociaż, jeśli mam być szczery, to moim zdaniem, Jurkowi bliżej jest do jakiegoś patologicznego wyjątku, aniżeli uniwersalnej formuły na trudny okres wchodzenia w dorosłość. A może się mylę? Na pewno warto obejrzeć. Sam film zmotywował mnie do zapoznania się z literackim pierwowzorem. Już sprawdziłem: "Zabicie ciotki" jest w bibliotece miejskiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz